Film Rebeki Zlotowski, „Ostatnia sesja w Paryżu”, to dzieło zwodnicze. Reżyserka ubiera historię w kostium thrillera o lekarce psychiatrii prowadzącej prywatne dochodzenie, ale to tylko fasada. Pod ziarnistym, niemal namacalnym obrazem paryskich wnętrz kryje się portret kobiety, która potrafi nazywać cudze demony, będąc jednocześnie całkowicie ślepą na własną emocjonalną pustynię.
Jodie Foster jako Lilian Steiner tworzy kreację, która dystansuje widza, budząc niemal fizyczny dyskomfort. To postać zbudowana z chłodu i profesjonalnego rygoru, pod którym zieje próżnia. Najbardziej wstrząsającym wątkiem filmu nie jest wcale śmierć jej pacjentki, lecz całkowita niezdolność Lilian do pokochania własnego syna, Juliena. Ich relacja jest jałowa, pozbawiona instynktownego ciepła, oparta na niezręczności, którą Lilian próbuje racjonalizować (nawet poprzez sesje hipnozy, w których szuka przyczyn tego dystansu w… poprzednich wcieleniach). Ten emocjonalny paraliż rozciąga się na kolejne pokolenie. Miłość do wnuka jest dla niej pojęciem całkowicie obcym. Widzimy Lilian, która patrzy na niemowlę jak na intruza, ucieka przed jakimkolwiek dotykiem. Steiner panicznie boi się bliskości i prawdziwych relacji; każda próba naruszenia jej sterylnego świata jest traktowana jak atak.
Paradoksalnie, to dopiero tragiczna śmierć jej pacjentki, Pauli, staje się dla Lilian szansą na katharsis. Ta strata nie jest tylko porażką zawodową – ona uderza w pancerz Steiner z siłą, której ta nie potrafiła przewidzieć. Nagłe odejście kobiety, wzbudza w lekarce nieznane dotąd, emocje – po raz pierwszy w życiu zaczyna prawdziwie płakać.
Jej „śledztwo” nie jest próbą znalezienia mordercy, lecz desperackim aktem rozpaczy kogoś, kto dopiero przez śmierć drugiego człowieka uczy się czuć cokolwiek. Lilian rzuca się w wir obsesji, bo to jedyny sposób, by nie zderzyć się z prawdą o własnej samotności i braku empatii wobec żywych. Zlotowski genialnie osadza tę historię w kontekście psychoanalizy. Lilian to postać stricte freudowska – uwięziona w konflikcie między swoim lodowatym superego a wypartymi lękami. Paryż w filmie jest duszny, a ziarnisty obraz sprawia, że niemal czujemy ciężar materiałów w gabinecie i dym papierosowy, który osiada na skórze. To film haptyczny: czujemy chłód dłoni Lilian i dystans, jaki dzieli ją od syna. W ujęciu jungowskim, całe to dochodzenie jest spotkaniem z „cieniem”. Pacjentka Paula staje się dla Lilian lustrem – jej śmierć zmusza psychiatrkę do porzucenia roli chłodnego analityka i wejścia w proces indywiduacji, który jest bolesny i brudny, zupełnie niepodobny do teorii z podręczników.
„Ostatnia sesja w Paryżu” to film o tym, że można być wybitnym lekarzem dusz, będąc jednocześnie martwym za życia. To mechanizm wyparcia, który w Lilian zabił zdolność do bycia matką i babcią. Rebecca Zlotowski stworzyła kino, które boli – nie przez brutalność scen, ale przez przerażającą ciszę w miejscach, gdzie powinna być miłość. Na całe szczęście w otchłaniach swojej pamięci Lilian znajduje słowa, których nie usłyszała za pierwszym razem. To te przeoczone fragmenty cudzej historii stają się dla niej brakującymi elementami własnej układanki, pozwalając jej w końcu nazwać swój ból i zacząć budować siebie na nowo.
Kinga Majchrzak-Telega
Film „Ostatnia sesja w Paryżu”, reż. Rebecca Zlotowski możecie obejrzeć podczas 19. Mastercard OFF CAMERA w ramach sekcji W Pewnym Wieku:
- 29/04/2026 | 15:45 | Sala Czerwona | Kino Pod Baranami
- 02/05/2026 | 13:15 | Sala Czerwona | Kino Pod Baranami


