International Festival
of Independent Cinema

24.04 – 3.05.2026, Kraków

OFF z Mastercard

– 20% z Mastercard

Mastercard Special Screening

Mastercard OFF SPOTS

Koń czy Audi? O kulisach ,,Wielkiej Warszawskiej” | wywiad z Szymonem Kuklą

Mastercard OFF CAMERA jest dla wszystkich – również dla prawdziwych fanów wyścigów konnych. „Wielka Warszawska” to nie tylko wartka akcja i emocje na torze. To również genialna obsada, w której skład wchodzi Szymon Kukla (filmowy Kruchy). W rozmowie wróciliśmy do nostalgii, kulis pracy na planie i tego, jak sprawić, by nawet drugoplanowa postać przyciągała uwagę widza.

Czy widziałeś już któryś z filmów festiwalowych? W niektórych z nich miałeś okazję wystąpić, na przykład w „Domu dobrym” Wojciecha Smarzowskiego. Czy któryś z tych tytułów jest Ci szczególnie bliski?

W ,,Domu dobrym” grałem mały epizod, ale praca z Wojtkiem Smarzowskim jest dla mnie szalenie istotnym doświadczeniem, które przeniosło się na kolejny wspólny projekt z reżyserem – spektakl Teatru TV „Winny”. Na tym festiwalu najbliższa jest mi „Wielka Warszawska”, ponieważ to film, który łączy się także z moimi prywatnymi pasjami – przede wszystkim z jazdą konną. Jeżdżę konno już od dziewięciu lat, a w zeszłym roku wziąłem nawet udział w swoich pierwszych zawodach westernowych, gdzie zająłem drugie miejsce w kategorii western riding. Zawody odbywały się podczas Jeździeckich Mistrzostw Gwiazd, w których artyści z różnych dziedzin rywalizują w rozmaitych konkurencjach.

Co zabawne, w „Wielkiej Warszawskiej” akurat konno nie jeżdżę i wiąże się z tym anegdota, którą często opowiadam. Kiedy dostałem propozycję roli w tym filmie, jeszcze bez czytania scenariusza, ale wiedząc, że to historia o koniach, bez wahania się zgodziłem. Już na etapie castingu zapytano mnie jednak, czy mam prawo jazdy kategorii B. Skonsternowany odpowiedziałem, że owszem, mam, ale nie rozumiem, po co miałoby mi się przydać przy jeździe konnej. Wtedy dowiedziałem się, że wcale nie będę jeździł konno – zamiast tego miałem prowadzić Audi 80. Czego absolutnie nie żałuję, bo była to bardzo ciekawa rola, a przy okazji mogłem pojeździć takim starym, wyścigowym samochodem, co było równie interesującym doświadczeniem.

„Wielka Warszawska” to film, którego akcja rozgrywa się w latach 90. Czy ten okres jest Ci w jakiś sposób szczególnie bliski – mam na myśli także modę, muzykę i cały klimat tamtych lat?

Myślę, że w pewnym sensie tak, chociaż nie miałem wielu okazji, żeby doświadczyć tych czasów na własnej skórze. urodziłem się w 1997 roku. Gra w tym filmie była dla mnie świetną okazją, żeby lepiej poznać realia początku lat 90. i doświadczyć atmosfery tamtego świata. Natomiast same klimaty gangsterskie są mi bardzo bliskie. Jestem dużym fanem serialu „Peaky Blinders”, szczególnie jego pierwszych sezonów.

A jeśli chodzi o polskie kino gangsterskie, „Chłopaki nie płaczą” czy „Kiler”, czy to filmy, które pamiętasz z dzieciństwa i które są dla Ciebie ważne również dziś?

Pamiętam je z dzieciństwa, ale też regularnie wracam do polskiego kina gangsterskiego. Myślę, że głównie, ze względu na bardzo wyraziste poczucie humoru. Wydaje mi się, że podobne elementy można odnaleźć również w „Wielkiej Warszawskiej”.

To tytuły, które od razu przyszły mi na myśl podczas oglądania „Wielkiej Warszawskiej”. Czy Ty, pracując nad swoją rolą, myślałeś o postaciach z takich filmów jak „Kiler” czy „Chłopaki nie płaczą” jako o pewnym punkcie odniesienia?

Zdecydowanie tak. Pracując nad postacią Kruchego, zastanawiałem się nad tym, że bohaterowie w klasycznych polskich filmach gangsterskich są często rysowani grubą kreską, są bardzo charakterystyczni i wyraziści. I na tym też mi zależało, żeby nawet jako postać drugoplanowa Kruchy nie był kimś, kto po prostu przechodzi przez film, ale żeby był zauważalny i czymś się wyróżniał.
Zresztą zawsze staram się tworzyć bohaterów w taki sposób, żeby mieli wyraźny charakter i byli zapamiętywani przez widzów.

A jak wyglądała atmosfera na planie? Obsada filmu jest bardzo imponująca – Tomasz Ziętek, Tomasz Kot, Ireneusz Czop, Andrzej Konopka, a także Twój filmowy szef, Marcin Bosak, i wielu innych cenionych aktorów. Czy w związku z tym była odczuwalna presja, że przy takiej obsadzie film musi odnieść sukces, czy wręcz odwrotnie, na planie panowała raczej swobodna i pozytywna atmosfera?

To było chyba najbardziej zaskakujące, że przy tak imponującej obsadzie nie było poczucia presji, że film koniecznie musi odnieść sukces. Wszyscy mieli raczej w głowie to, że chcemy zrobić po prostu dobry kawałek kina. Dzięki temu pracowało się znacznie swobodniej i przyjemniej.
Bardzo dużo zawdzięczam też Bartkowi Ignaciukowi, który dał nam ogromną swobodę w tworzeniu i proponowaniu własnych rozwiązań. Przed każdą sceną rozmawialiśmy o tym, co chcemy nią osiągnąć, a on zostawiał nam duże pole do interpretacji i działania.
Jeśli chodzi o samych aktorów, to z tymi, których wcześniej nie znałem, miałem okazję naprawdę się zaprzyjaźnić. Z Marcinem Bosakiem spędzaliśmy razem praktycznie każdy nasz dzień na planie, więc te relacje naturalnie się zacieśniły i przeniosły się także na życie prywatne.
Wspomniałaś też o Ireneuszu Czopie, dziś jest promotorem mojej pracy doktorskiej, choć wydarzyło się to już długo po zakończeniu zdjęć. Współprowadzę też z nim zajęcia i jestem jego asystentem w Łodzi.

A jeśli chodzi o pracę aktorską i obecność na planie – czy możemy się czegoś spodziewać w niedalekiej przyszłości?

To bardzo nieregularna i zaskakująca branża, zdarza się, że przez dłuższy czas nic się nie dzieje, a potem nagle pojawia się interesujący projekt. Jestem otwarty na różne propozycje i na razie czekam na to, co przyniesie przyszłość.
Jakiś czas temu zająłem się też pisaniem – dostałem się do finału konkursu treatmentowego „Wyobraź Sobie”. Mam więc nadzieję, że najbliższy czas przyniesie dużo ciekawych możliwości.

z Szymonem Kuklą rozmawiała Zuzanna Śnieżyńska

fot. Filip Radwański

Przejdź do treści
Zezwól na powiadomienia OK Nie, dziękuję