International Festival
of Independent Cinema

24.04 – 3.05.2026, Kraków

OFF z Mastercard

– 20% z Mastercard

Mastercard Special Screening

Mastercard OFF SPOTS

Jestem głodna różnych aspektów człowieczeństwa | wywiad z Małgorzatą Gorol

Małgorzata Gorol to jedna z najciekawszych i najbardziej wyrazistych postaci polskiej sceny aktorskiej młodego pokolenia. Słynie z odwagi artystycznej, niesamowitej energii i umiejętności budowania złożonych, często niejednoznacznych psychologicznie bohaterek.

Zuza Mruk: W filmie „Śubuk” Jacka Lusińskiego czy serialu „Klangor” Łukasza Kośmickiego grałaś postacie silne, zdeterminowane, czasami wręcz walczące o przetrwanie. Zastanawiam się, czy to ty dajesz im tę siłę, czy raczej one budują coś w tobie?

Małgorzata Gorol: Dzięki za to pytanie. Muszę przyznać, że takie propozycje wciąż do mnie przychodzą. To wspaniałe i chyba wynika z tego, co sama czuję, dlatego te role mnie znajdują. Budowanie postaci osadzonych w obszarach siły, intensywności czy instynktu przetrwania jest dla mnie niezwykle ciekawe. Dobrze to nazwałaś.

Ale jestem też głodna różnych aspektów człowieczeństwa i zastanawiam się, czy ludzie dostrzegają we mnie coś więcej. Pamiętam sytuację w Cieszynie – po pokazie „Śubuka” Kinga Dębska powiedziała: „Gorol, nie miałam pojęcia, że jesteś taka wrażliwa”. A przecież zarówno w „Śubuku”, jak i w „Klangorze” sięgałam do ogromnych pokładów wrażliwości. Siła nie oznacza braku słabości.

Miałam okazję zobaczyć cię w „Weselu” w reżyserii Jana Klaty w Teatrze Starym w Krakowie. Za czym tęsknisz, pracując na planie filmowym? A czego nie ma w teatrze, a doświadcza się tylko przed kamerą?

Często się nad tym zastanawiam. W teatrze nie ma dubli, a w filmie nie ma ciągłego, dwugodzinnego procesu grania, takiego performatywnego przeżycia. Oczywiście są wyjątki, jak filmy kręcone w jednym ujęciu, na przykład „Victoria”, ale to rzadkość.

W „Śubuku” portretowałam bohaterkę, grając jednego dnia sceny z różnych etapów jej życia. To zupełnie inny proces. Mogłabym o tych różnicach mówić godzinami, bo znajduję ogromną przyjemność w obu tych światach.

Mam wrażenie, że zupełnie inaczej buduje się w nich postać.

Tak. Do kina przyszłam z tęsknoty za budowaniem postaci w sensie psychologicznym. Z kolei w teatrze można pozwolić sobie na większą swobodę, tam nie trzeba grać człowieka dosłownie. W filmie często ograniczają nas warunki fizyczne: twarz, wiek, rysy.

W którym z tych światów masz więcej miejsca na improwizację? I czy to właśnie tego dziś najbardziej szukasz w aktorstwie?

Zaczęłam szukać improwizacji w kinie i udało mi się już zagrać w kilku w pełni improwizowanych projektach. Kocham tę metodę i stale się w niej rozwijam. Jestem wdzięczna, że studiowałam w Krakowie, tam improwizacja była ważną częścią edukacji, zwłaszcza gdy wykładał Krystian Lupa. Aktorzy z Krakowa często wychodzili z dużą swobodą improwizacyjną, czego nie zawsze doświadczało się na innych uczelniach.

Czy są role albo projekty, które zostały w tobie na dłużej?

Tak, zdecydowanie. Te, o których wspomniałaś, są mi bardzo bliskie – Marysia z „Śubuka”, Hela z „Klangoru”, Czarny Rycerz z „Wesela”. Wiele postaci, które zagrałam, ma swoje miejsce we mnie. One gdzieś ze mną zostają.

Myślę, że szczególnie bliskie są ci teraz także postacie himalaistek, w związku z filmem o Wandzie Rutkiewicz. Jak się czujesz, pracując na planie w naturze?

Za to właśnie kocham film. Oczywiście bywają trudne momenty – kiedy marzniesz na planie w letniej sukience, marzysz o powrocie do teatru, ciepłych reflektorów i zamkniętej przestrzeni. Ale generalnie uwielbiam zdjęcia plenerowe, wyjazdowe, pracę na świeżym powietrzu. Chciałabym nawet robić teatr na zewnątrz.

Bardzo bym chciała zobaczyć w Polsce festiwal teatralny w plenerze.

Zorganizuj go, przyjadę z przyjemnością! Takie inicjatywy istnieją, ale często ograniczają się do lekkiego repertuaru czy wydarzeń okolicznościowych. Problemem są warunki – pogoda, komfort widzów. To duże wyzwanie organizacyjne.

Festiwale zawsze wiążą się z wyzwaniami, ale dają też ogromną satysfakcję – zarówno twórcom, jak i uczestnikom. Mastercard OFF CAMERA zdecydowanie jest jednym z takich miejsc.

Czy jest jakaś rola lub projekt, który byłby dla ciebie spełnieniem marzeń?

Nie. Uważam, że marzenia trzeba mieć i je spełniać, a spełnione – doceniać. Jestem wdzięczna za to, co już się wydarzyło i za to, że wciąż mam kolejne marzenia.

 

 

z Małgorzatą Gorol rozmawiała Zuza Mruk

fot. Klaudia Kot

Przejdź do treści
Zezwól na powiadomienia OK Nie, dziękuję