Film „Bidad” Soheila Beiraghiego to kino absolutnie kompletne formalnie, emocjonalnie i znaczeniowo, w którym brak jest masochizmu kulturowego. Reżyser prowadzi narrację z niezwykłą pewnością, jakby każdy kadr był efektem długiej, bolesnej konieczności i pozbawiony estetycznej kalkulacji. Film pulsuje wewnętrznym rytmem, w którym cisza waży tyle samo co dialog, a spojrzenia bohaterów niosą ciężar większy niż całe monologi. „Bidad” nie próbuje nikogo uwodzić ani łagodzić swojego przekazu, a od pierwszych minut widać, że to kino stawiające wymagania, ale jednocześnie głęboko uczciwe wobec widza. Każda scena wydaje się niezbędna, każda decyzja formalna, od pracy kamery po montaż, służy jednemu celowi: opowiedzeniu historii w sposób bezkompromisowy i prawdziwy.
Dużą zaletą filmu jest sposób w jaki sportretowane jest społeczeństwo Iranu, które nie jest tłem dla opowiadanej historii tylko żywym, dusznym organizmem, który w narracji nie-wprost jest znakomity. Beiraghi pokazuje kraj pełen sprzeczności, obrazując przestrzeń codziennej kontroli, narzuconych norm i niewypowiedzianych zakazów, w których jednostka uczy się funkcjonować na granicy widzialności. Film doskonale oddaje sens permanentnego napięcia, w którym prywatne urealnienia muszą być nieustannie negocjowane z rzeczywistością społeczną, a bunt często przyjmuje formy ciche, niemal niewidoczne. Irańskie społeczeństwo w „Bidad” jawi się jako struktura, która jednocześnie tłumi i jest źródłem gniewu, frustracji oraz potrzeby wykrzyczenia własnej obecności. Kamera rejestruje codzienność naznaczoną autocenzurą, strachem przed oceną i poczuciem bycia obserwowanym, ale jednocześnie wydobywa z tej rzeczywistości ogromny głód wolności, który nie daje się całkowicie zdusić.
Aktorstwo w „Bidad” osiąga poziom rzadko spotykanej prawdy. Obsada funkcjonuje jak doskonale zestrojony organizm – role drugoplanowe są precyzyjne, a ich specyficzność dodaje każdej scenie, w której występują – wyjątkowości. Rola matki (wybitna Leili Rashidi jako Homeyra), jest brutalna, wręcz odpychająca i zagrana świetnie. Akty przemocy psychicznej, których dopuszcza się Homeyra, jej emocjonalne zjazdy i wyskoki są w nietuzinkowy sposób rzeczywiste. Na drugim i dalszym planie wtórują jej inni bohaterowie, których dopasowanie do całościowej idei twórców jest bardzo dobre. Poza Homeyrą, przede wszystkim wyróżnia się Bebin (Amir Jadidi), który jest całkowitym zaprzeczeniem ról męskich w filmach irańskich. Jako przedstawiciel pokolenia buntu, chce być dla głównej bohaterki ostoją i odskocznią od codzienności. Relacja pomiędzy nim, a główną bohaterką jest zbudowana na niecodziennej chemii, gdzie z przypadkowego spotkania powstaje między nimi silna i ważna więź.
W centrum filmu pozostaje jednak główna bohaterka, której kreacja stanowi emocjonalny kręgosłup całej opowieści. Sarvin Zabetian buduje postać z drobnych, niemal niewidzialnych gestów. Napięcie w jej spojrzeniu, kontrolowany oddech, chwile zawahania, które mówią absurdalnie dużo o emocjach, które dusi w sobie Seti. Jej rola wymaga ogromnej dyscypliny wewnętrznej i odwagi, dramat rozgrywa się głównie pod powierzchnią w stanie permanentnego tłumienia emocji, a aktorka doskonale spełnia postawione jej zadania. Dzięki tej kreacji bohaterka staje się postacią głęboko przejmującą, symboliczną, a jednocześnie boleśnie konkretną. Jej gra odczuwana jest niemalże fizycznie, a do tego wszystkiego dochodzi fenomenalny śpiew aktorki, który jest lwią częścią sfery jakościowej filmu.
Na poziomie emocjonalnym „Bidad” działa z rzadko spotykaną intensywnością. Film pozwala uczuciom narastać organicznie często wbrew komfortowi odbiorcy. Dramat rozgrywa się przede wszystkim w przestrzeniach pomiędzy słowami i w momentach, gdy bohaterowie milczą, bo wiedzą, że każde wypowiedziane zdanie może mieć konsekwencje. Beiraghi mistrzowsko operuje tempem, pozwalając scenom oddychać, a jednocześnie stopniowo zaciska pętlę emocjonalną. Jego film reprezentuje kino, które zostawia widza w stanie niepokoju długo po seansie, zmuszając do powrotu myślami do konkretnych obrazów i sytuacji. Dodatkowo twórcy celująco zdali egzamin z „immersyjności”, stosowane przez nich zabiegi, cała kompozycja filmu sprawiła, że przez niemalże cały pokaz widz czuje się jak obywatel Teheranu. Pozbawiona efektowności sfera wizualna jest znakomitym wyborem dla tej opowieści. Estetyka, na którą postawił Beiraghi ze swoją ekipą wspiera opowieść co bardzo ważne w filmach tak trudnych i ważnych.
„Bidad” jest filmem odważnym i niezwykle dojrzałym artystycznie. Pokazuje, że kino może być jednocześnie politycznie świadome, głęboko ludzkie i technicznie wyrafinowane. Beiraghi tworzy dzieło, które nie szuka uniwersalności poprzez uproszczenie, lecz osiąga ją dzięki szczerości i precyzji obserwacji. To jeden z tych filmów, które zostają na długo i są świetnym reprezentantem współczesnego kina, nie tylko w perspektywie lokalnej, ale światowej.
Marcin Telega


