MIŁOŚĆ NA MÓZGU
Melodramaty to z pewnością nie tylko pojemny i niezmiennie popularny gatunek filmowy, ale też taki, który od swego początku uchodzi za „gorszy” i „wstydliwy”. Świadczy o tym fakt, że od kilkudziesięciu lat stanowi przedmiot niewybrednych i nie wyłącznie filmowych żartów czy kpin. Prowadzących często do paradoksu: nie wypada ani o nim dyskutować, ani nawet przyznawać się, że z wypiekami na twarzy śledzimy ekranowe miłosne perypetie bohaterów. Tymczasem, jak pokazują statystyki i badania kulturowe, jest to jeden z chętniej oglądanych nurtów i to nie wyłącznie przez kobiety – ich docelową widownię – jak ustalono jeszcze za czasów Złotej Ery Hollywood. Te krzywdzące stereotypy płciowe, wyznaczające także w dużej mierze fabułę tradycyjnych filmowych romansów, by przywołać choćby ikoniczne produkcje Douglasa Sirka – którego filmy niewątpliwie określiły kanon opowiadania o usłanej cierniami drodze do osiągnięcia uczuciowego spełnienia centralnej pary kochanków – do dziś pokutują w części produkcji. Zgodnie ze schematem kobiecość jest tu uległa, pasywna i bierna, męskość zaś dominującą, aktywna i czynna. Melodramaty pokazywane w ramach tegorocznej, specjalnej sekcji Mastercard OFF CAMERA, podważają te opresyjne wzorce, Równocześnie wchodzą w grę z konwencjami tradycyjnego kinowego romansu, określanymi przez rasowe, klasowe, genderowe i seksualne uprzedzenia, wciąż jednak ukazując pełen zwrotów akcji, wybuchowy, ale i dostarczający wzruszeń emocjonalny rollercoaster pary głównych postaci. Przy okazji udowadniając, że każdy ma prawo do nie tylko już celuloidowej miłości. 
[...]