Festiwal Mastercard OFF CAMERA to także miejsce spotkań młodych, ambitnych twórców i twórczyń, którzy szukają własnego języka w kinie i nie boją się wychodzić poza utarte schematy. To właśnie tu pojawiają się tematy i historie szczególnie im bliskie. Rozmowa z Martyną Byczkowską to jedna z takich historii. Aktorka opowiada o pracy przy filmie ,,LARP. Miłość, trolle i inne questy”, ale także o poszukiwaniu siebie, twórczych relacjach i doświadczeniach, które wykraczają poza sam plan zdjęciowy.
Zuzanna Śnieżyńska: Często mówi się, że reżyserzy mają swoich ulubionych aktorów, do których chętnie wracają przy kolejnych projektach. Patrząc na twoją współpracę z Kordianem Kądzielą – „Mental”, „1670”, teraz „LARP” – można odnieść wrażenie, że wykształciła się już między wami taka stała relacja. Jak ty to widzisz? Czy czujesz, że wypracowaliście pewnego rodzaju twórczą więź?
Martyna Byczkowska: Chyba ta nić została właśnie przerwana, bo Kordian robi teraz film, w którym mnie nie ma. Choć przyznał mi szczerze, że po prostu postaci w tym projekcie, ani wiekowo, ani pod żadnym innym kątem, nie są po prostu dla mnie. Pamiętam jednak, że oglądając kino Lyncha, zawsze myślałam, że bycie czyjąś muzą to ogromny przywilej. Daje to poczucie, że znalazło się z kimś wspólny język. Wtedy robienie kolejnych projektów odbywa się już na trochę innym poziomie – znacie się, macie podobną wrażliwość i gust. Uważam, że to jedna z największych nagród w tej branży. Liczę na to, że z Kordianem będzie miało to swoją kontynuację, bo wnosi on do polskiego kina coś bardzo autorskiego. Jest mi to bliskie i gdzieś odnajduję w tym także swoją wrażliwość.
A jeśli chodzi o sam film, czy przed tym projektem wiedziałaś, czym jest LARP? Jak ty odbierasz samą ideę LARP-u? Widzisz w nim przede wszystkim formę wspólnego tworzenia historii, czy raczej coś więcej, potrzebę ucieczki do świata, który wydaje się atrakcyjniejszy, gdzie możemy się trochę wykreować? Czy jest to bardziej niewinna zabawa, czy jednak coś, co mówi o nas trochę więcej?
Nie wiedziałam, czym jest LARP, ale czuję, że na pewno coś o nas mówi. Widzę, że piszesz ręcznie swoje notatki, co też coś mi o tobie mówi, jest jakąś częścią ciebie. W LARP-ie działa to podobnie, poprzez postać można zarówno spotkać drugiego człowieka, jak i przyjrzeć się sobie. Dlaczego na przykład moja bohaterka wybiera, że chce być orkiem? Myślę też, że jest to bardzo indywidualna sprawa, dla każdego LARP może być czymś innym. Dla jednych to forma ucieczki przed samym sobą, dla innych coś uwalniającego, przestrzeń, w której czują się bardziej na miejscu niż na przykład w szkolnym stroju, który muszą nosić na co dzień. Oczywiście może się to wiązać z pewnym strachem przed konfrontacją z rzeczywistością, ale jednocześnie wydaje mi się to potrzebne. Skoro taka forma istnieje, to znaczy, że odpowiada na realną potrzebę i dla wielu osób może być po prostu uwalniająca.
LARP to też w pewnym sensie film o dojrzewaniu – o szukaniu swojej drogi i próbie ukonstytuowania się jako ktoś starszy. Ale to też trochę próba ,,stawania się kimś” i wchodzenia w różne role, sprawdzania różnych zainteresowań i środowisk. Czy twoim zdaniem takie „próby bycia kimś” są potrzebne, żeby naprawdę dowiedzieć się, kim się jest?
Jeżeli ktoś ma taką potrzebę, to dlaczego nie. Nie uważam, że zawsze wynika to z braku asertywności. To raczej forma poszukiwania siebie, a na tym etapie życia jest to coś zdrowego i naturalnego. Myślę, że największym problemem jest to, że od młodych osób wymaga się, żeby już wiedziały, gdzie chcą iść na studia i kim chcą być, a to jest moment, w którym można jeszcze wielokrotnie zmieniać kierunek, przebranżawiać się i modyfikować sposób myślenia. W wieku siedemnastu czy osiemnastu lat często jest po prostu za wcześnie, żeby wiedzieć, czego się chce od życia.
Ja byłam przykładem osoby, która bardzo szeroko błądziła. Też myślałam, że to wynika z braku asertywności, ale z czasem zrozumiałam, że była to po prostu ciekawość. Pamiętam, że w różnych grupach ludzi czułam się dobrze i w każdej z nich w jakimś stopniu się odnajdywałam. Mam wrażenie, że młodość to idealny moment, żeby sprawdzać, czy wśród ludzi o różnych zasadach i przekonaniach czuję się na swoim miejscu. Nigdy nie wiadomo, gdzie ostatecznie się to miejsce znajdzie.
To też kwestia możliwości. Świat jest coraz szybszy i zastanawiam się czasem, jak to będzie wyglądać za dziesięć lat, jak zmieni się system szkolnictwa, a może będziemy wykonywać kilka zawodów jednocześnie.
Podczas twojej rozmowy z Maksem Behrem w ramach OFF NA MAKSA POWERED BY ORLEN poruszyłaś temat tego, że pochodzisz z małego miasta. Wiele punktów w twojej historii było dla mnie bardzo znajomych i pomyślałam, że pewnie nie jestem jedyną osobą, która tak się wtedy poczuła, że może to być bardzo uniwersalne doświadczenie.
Myślę, że twoja historia może być inspiracją dla osób z małych miast, które marzą, żeby spróbować swoich sił gdzieś dalej i pokazuje, że da się wybrać własną drogę i odnaleźć siebie także w tym ,,dużym świecie”.
Wzruszają mnie takie słowa, ale też nie chciałabym, żeby ktoś odebrał to w ten sposób, że małe miasteczko to coś, z czego trzeba koniecznie uciekać. Sama przeszłam przez etap wstydu związanego z tym, że pochodzę z małego miasta.
To chyba rzeczywiście dość uniwersalne doświadczenie, z jednej strony nie mieliśmy od początku tak łatwego dostępu do kultury, z drugiej mamy inne przywileje, na przykład bliższy kontakt z naturą. U mnie był to cały proces: od wstydu, że jestem z małego miasta, przez wstyd za to, że się tego wstydzę, aż do momentu, w którym zaczęłam czuć z tego powodu dumę.
Chciałabym myśleć o tym w ten sposób, że jest to temat wspólny dla wielu osób, bo nas po prostu jest bardzo dużo. Polska to nie tylko Warszawa, Kraków i inne duże miasta, ale też ludzie z małych miejscowości. I myślę, że ważne jest, żeby oni usłyszeli, że też mają szansę.
W dzisiejszych czasach, dzięki lepszej komunikacji ta szansa jest coraz większa. Jednocześnie pochodzenie z małego miasta można potraktować jako siłę, inną perspektywę.
Mam też poczucie, że osoby, które wyjeżdżają z małych miast, często funkcjonują trochę na pograniczu – nigdy nie stają się w pełni „ludźmi dużego miasta”, ale też nie są już dokładnie tymi samymi osobami, którymi były mieszkając w małym mieście. To też jest jakiś koszt, znajdujesz się cały czas w ,,pociągu” między tymi dwoma światami.
Dlatego myślę, że również w twoim przypadku warto poruszać ten temat, bo daje to poczucie, że nie jest się w tym „pociągu” samemu.
Między innymi ten temat pojawia się w filmie, który wyreżyserowałam z Kają Zalewską. Kaja również jest aktorką i pochodzi z Kartuz. W ,,La petite mort” dużo czerpiemy z naszego osobistego doświadczenia i spojrzenia na dojrzewanie.
z Martyną Byczkowską rozmawiała Zuzanna Śnieżyńska
fot. Maks Małota


