International Festival
of Independent Cinema

24.04 – 3.05.2026, Kraków

OFF z Mastercard

– 20% z Mastercard

Mastercard Special Screening

Mastercard OFF SPOTS

Oblałam historię dwa razy | wywiad z Janty Yates

Janty Yates to legenda kostiumografii, której talent od lat kształtuje estetykę światowego kina. Choć jej portfolio zdobią takie hity jak „Miami Vice” Michaela Manna czy „Wróg u bram” Jeana-Jacques’a Annauda, to jej nazwisko najmocniej kojarzy się z jednym z najbardziej ikonicznych duetów w historii filmu – od czasu oscarowego „Gladiatora” (2000), Yates jest prawą ręką Sir Ridleya Scotta. Ich wspólna droga to pasmo sukcesów – od epickiego „Napoleona” i stylowego „Domu Gucci”, aż po wyczekiwany sequel „Gladiator II”.

Jak zmieniło się Twoje podejście do projektowania kostiumów od Twoich wczesnych filmów do projektów, nad którymi pracujesz dzisiaj?

To naprawdę wiele lat. I muszę powiedzieć, że dziś robię zdecydowanie więcej researchu niż kiedyś. Naprawdę bardzo dużo. Zawsze mówię, że „wyciskam temat do ostatniej kropli” – całkowicie się w nim zanurzam. Pojawia się pewien rodzaj obsesji: coś cię wciąga i nie możesz przestać o nim myśleć. Szukasz, sprawdzasz, analizujesz tak długo, aż wszystko masz w głowie uporządkowane i jasne.

Dopiero wtedy możesz pozwolić sobie na drobne odstępstwa, na lekkie przesunięcia w jedną czy drugą stronę. Filmy, które robiłam powiedzmy w zeszłym wieku, były produkcjami o mniejszym budżecie – często były to historie współczesne.

Natomiast odkąd pracuję z Sir Ridleyem, nie ma miejsca na żadne niedociągnięcia. Absolutnie wszystko musi być dopracowane. Dlatego jestem dziś znacznie bardziej oddana procesowi researchu. A potem jego wynikami dzielę się z resztą zespołu – z operatorem, z innymi działami. Dział charakteryzacji dołącza zwykle kilka tygodni później i trzeba przekazać im całą tę pracę, co zawsze jest dla mnie trudne. Ale tak wygląda ten proces: research, research i jeszcze raz research, a dopiero później właściwe przygotowania.

Chciałabym zapytać o Twoją wieloletnią współpracę z Ridleyem Scottem, która mimo upływu lat wciąż pozostaje niezwykle intensywna. Jego filmy były ważne dla moich dziadków i rodziców, ale też ukształtowały sposób w jaki moje pokolenie patrzy na kino. To reżyser, dla którego kostium odgrywa wyjątkowo ważną rolę w budowaniu świata przedstawionego, co sama wielokrotnie podkreślałaś. Co najbardziej cenisz w Waszej współpracy i co szczególnie doceniasz w nim jako twórcy?

Wszystko. Naprawdę wszystko. Wciąż jestem nim zachwycona. Jego wiedza o sztuce jest niesamowita. Zawsze poleca nam ogromną listę artystów, którymi się możemy inspirować. Przy ,,Kingdom of Heaven” to był chyba Bruegel.

On sam jest świetnym artystą. Nawet kiedy nie ma projektu przez pół roku, to cały czas tworzy – robi storyboardy do kolejnego filmu, nawet jeśli nie ma jeszcze finansowania. Rysuje je perfekcyjnie, w kolorze, bo pracuje zwykle z sześcioma–dziesięcioma kamerami i widzi każdy kąt.

Przy dwóch ostatnich filmach – „Gladiatorze” i „Napoleonie” – dostaliśmy oprawione w skórę książki z jego storyboardami na pożegnanie. To było bardzo wzruszające.

Potrafi dać Ci wytyczne, pewien skrót myślowy, a potem potrafi powiedzieć „to nie, tak” i coś narysować – a Ty potem tworzysz to na podstawie jego szkicu. Z czasem wypracowaliśmy wspólny język, co bardzo ułatwia pracę.

Pamiętam to jak dziś, kiedy po filmie „Plunkett & Macleane”, dostałam telefon – najbardziej ekscytujący w moim życiu. Nie miałam pojęcia, do czego to doprowadzi.

Ale chyba przeczuwałaś, że to będzie coś naprawdę ważnego.

Byłam przerażona, każdego dnia. Nigdy wcześniej nie robiłam filmu batalistycznego, zbroi – to zwykle robią ci doświadczeni, twardzi faceci od militariów. Nie wiem, jak przez to przeszłam. Chyba siedziałam cicho w kącie i robiłam swoje.

Na czym polega różnica między projektowaniem kostiumów do filmu osadzonego w konkretnym okresie historycznym a pracą nad kostiumami do produkcji science fiction, takich jak „Obcy” czy „Marsjanin”?

Science fiction bywa trudniejsze, bo w dużej mierze opiera się na wizji reżysera. Przy ,,Prometeuszu” Ridley miał bardzo konkretny pomysł – obcisłe skafandry, hełmy o charakterystycznym, niemal organicznym kształcie. To było zupełnie inne od tego, co wyobrażałam sobie po lekturze scenariusza. W pewnym sensie wyznaczyliśmy trend, ale to jego zasługa.

On jest niezwykle wizualny i ogromnie przywiązuje wagę do materiałów – wszystko musi być perfekcyjnie dobrane.

Czy praca przy filmach ,,historycznych” wiąże się z większą liczbą ograniczeń, wynikających z konieczności trzymania się określonych realiów epoki?

Do filmów historycznych musisz się bardzo dobrze przygotować, ale masz rówocześnie sporą swobodę. Choć w science fiction wydaje się, że wszystko już było – aż do kolejnego projektu. Przy „The Martian” zachowaliśmy smukłe sylwetki, a przy „Alien: Covenant” współpracowałam z projektantem Craigiem Greenem, więc za każdym razem wygląda to inaczej.

Projektowanie kostiumów to także praca zespołowa. Jakich cech i zdolności szukasz w ludziach, z którymi współpracujesz? Jakie umiejętności także techniczne są w tej pracy ważne?

Przy „Gladiatorze” miałam 189 osób w zespole. Potrzebuję świetnych specjalistów od efektów kostiumowych i „postarzania” – Ridley chce, żeby wszystko wyglądało jak stary obraz, z patyną czasu. Potrzebni są też świetni krojczy i krawcy. Jeśli możesz im zaufać, praca przebiega płynnie. W przeciwnym razie musisz kontrolować każdy szczegół.

Denzel Washington przy „Gladiatorze 2” był absolutnie zachwycony swoimi kostiumami – pozwoliliśmy sobie tam na dużą kreatywność.

Słyszałam, że powiedział Ci, że kostium właściwie „gra za niego”.

Tak! Powiedział mi to. Co było dla mnie szczególne, bo na początku kompletnie mnie ignorował – to jego sposób pracy, jest bardzo metodyczny. A potem nagle mnie zawołał i powiedział coś takiego. Zwłaszcza że na drugiej przymiarce był wściekły, nie chciał nic przymierzać. Spędziliśmy pięć godzin analizując scenariusz i dopasowując wszystko. Na końcu wszyscy padali ze zmęczenia. Więc te słowa były dla mnie szczególnie ważne.

Pracowałaś także przy najnowszym projekcie Ridleya Scotta „The Dog Stars”. Na razie widzieliśmy jedynie zwiastun, ale z niecierpliwością czekamy na premierę. Miałaś tam okazję współpracować z młodymi aktorami, takimi jak Jacob Elordi czy Margaret Qualley, podobnie jak wcześniej przy „Gladiatorze II” z Paulem Mescalem i Josephem Quinnem. Czy dostrzegasz różnice w ich sposobie pracy i podejściu do kostiumów? Jak pracuje Ci się z młodym pokoleniem aktorów?

Każdy jest inny. Paul był wspaniały – nic nie było problemem. Margaret Qualley – to samo. Zwykle mam duże konflikty z aktorami, jakby grali w ping-ponga i ja jestem ich piłeczką.

Margaret po prostu dostała opcje, weszła do przyczepy i wyszła w jednym stroju. „Ja jestem zadowolona, ty też?” – „tak, zachwycona”.

Jacob ma trochę kompleks wzrostu – ma metr dziewięćdziesiąt kilka – i nosi ogromnie szerokie spodnie. Jest też fanem Carhartta, więc firma przysłała nam mnóstwo ubrań. Ridley jest wielkim fanem jego stylu, więc jedną kurtkę wykorzystaliśmy. Spodnie kupił z drugiej ręki w internecie, całe w farbie, bardzo szerokie, więc zrobiliśmy sześć kopii i dział breakdownu odtworzył zabrudzenia.

Każdy film jest inny. I to jest najwspanialsze — za każdym razem jesteś w innym świecie. A ja oblałam historię dwa razy w wieku 16 lat! A teraz nauczyłam się tak wiele – od starożytnego Egiptu po kosmos. To niesamowita podróż.

Czy miałaś okazję zobaczyć „Hamnet” – film Chloe Zhao, nominowany w tym roku do Oscara?

Oczywiście!

Kostiumy do tego filmu stworzyła polska kostiumografka Małgorzata Turzańska, która za swoją pracę była nominowana do Oscara. W jednym z wywiadów powiedziała, że najbardziej jest dumna z tego, że kostiumy są szczere i pełne emocji, a jednocześnie bardzo proste – wyrażają dokładnie to, co powinny, i coś więcej. Czy dla Ciebie również jest to ważne? Czy czujesz, że nadałaś tym kostiumom jakieś emocje?

Och, całe życie zostawiłam w tych kostiumach. Przy sukniach Józefiny dbałam o każdy detal. Pytałam: czy możemy znaleźć miejsce, żeby to dołożyć? Czy możemy to powiesić na ramieniu? Czy możemy zrobić to, zrobić tamto? Jestem absolutną pasjonatką każdego kostiumu. To moje dzieci, a ja kocham to co robię.

Myślę, że widz od razu wyczuwa, gdy ktoś robi coś bez zaangażowania. Cieszę się, że w filmie jest odczuwalna ta odrobina pasji. I podoba mi się to, co powiedziała Turzańska, jej kostiumy były bardzo dobre.

Ostatnie moje pytanie dotyczy powodu twojego przybycia na 19. Mastercard OFF CAMERA. Zasiadasz tu w Jury Konkursu Polskich Filmów Fabularnych. Czego zazwyczaj szukasz u nominowanych i co sprawia, że angażujesz się w film i jego historię?

Cóż, mogę najpierw powiedzieć, że wszystkie dziesięć filmów było znakomitych. Zdjęcia, scenariusze, były fantastyczne. I tak naprawdę, starałam się nie oceniać ich jako projektantka kostiumów, bo zawsze słyszę: „Zwróciłeś uwagę na kostium?”. Jeśli film mi się naprawdę podoba, to nie patrzę na kostiumy. One są częścią całości: światła, gry aktorskiej, wszystkiego.

Jeśli się nudzisz, zaczynasz patrzeć na detale i krytykować. Tutaj tak nie było. Wybór był bardzo trudny – kilka filmów było naprawdę wybitnych.

Czuję się zaszczycona, że tu jestem. Nigdy wcześniej nie byłam w Polsce – to bardzo ekscytujące doświadczenie.

z Janty Yates rozmawiała Zuzanna Śnieżyńska

fot. Klaudia Kot

 

Przejdź do treści
Zezwól na powiadomienia OK Nie, dziękuję