International Festival
of Independent Cinema

24.04 – 3.05.2026, Kraków

Nie ma to jak polskie wakacje | recenzja filmu „Fucking Bornholm”

Drugiego maja w MOSie miała miejsce polska  premiera „Fucking Bornholm”, Anny Kazejak, reżyserki filmów: „Skrzydlate świnie”, „Obietnica”, „Erotica 2022” i licznych odcinków do polskich seriali. Maciej Stuhr jak wspomniał na Q&A po pokazie premierowym w Polsce sam był zaskoczony efektem końcowym filmu. Jego zaskoczenie podzieliła również widownia w Małopolskim Ogrodzie Sztuki przy ul. Rajskiej 12. Mimo, że akcja filmu dzieje się praktycznie w całości na duńskiej wyspie Bornholm, to zdjęcia w całości powstały w Polsce, fabularną wyspą stały się Mielno, Koszalin i Ustroń Morski.

Film przedstawia historię starych dobrych znajomych, którzy corocznie odwiedzają Danię w ramach rodzinnych wakacji. Kazejak w głównych rolach miała możliwość obsadzić Agnieszkę Grochowską i Macieja Stuhra (będących fikcyjnym małżeństwem Małeckich), a także Grzegorza Damięckiego i Jaśminę Polak. Hubert Małecki to przepełniony stereotypami polskiego ojca prawnik, zaś jego małżonka to całkowicie oddana wychowywaniu dwóch synów matka, która poświęciła wszystko rodzinie. Dawid Nowak (Damięcki) na wakacje przyjeżdża z nowo poznaną dziewczyną – Niną (Polak) oraz swoim dziesięcioletnim synem. To właśnie wydarzenia, w które zamieszane zostały dzieci nadają fabule nowego tempa i wprowadzają kontrolowany chaos, nad którym bezbłędnie panuje scenariusz, napisany przez Kazejak i Filipa K. Kasperaszka.

Początkowo sielskie i wręcz symulowane wakacje zostają zaburzone przez wspomniany incydent pomiędzy synami Małeckich, a Kajem Nowakiem. Postacie dorosłych obierane są warstwami z pozorów szczęścia, które jak mantrę próbują sobie wmówić na każdym kroku, w tym wszystkim, wielu rzeczy nieświadome dzieci próbują odnaleźć siebie. Film w bardzo schludny i niezwykle przystępny sposób porusza tematykę tożsamości seksualnej, a jego edukacyjna warstwa nie posiada formy narzucającej. Nieporadne zachowania rodziców wypełnione są wstawkami komediowymi, które próbują rozluźnić atmosferę zarówno wśród bohaterów, jak i oglądających. Mimo, że część humorystycznych zabiegów jest niekoniecznie zabawna i momentami zbędna, to ich obecność nie kłuje w oczy. Chemię pomiędzy główną czwórką obserwuje się z niewymuszoną przyjemnością, a ich starania rodzicielskie odwzorowują te znane nam z polskich domów.

„Fucking Bornholm” opakowany jest dobrze wkomponowaną muzyką autorstwa Jerzego Rogiewicza, która pomimo lekkiego nadużywania, nadaje tempo akcji. Wspomniane wcześniej zdjęcia na polskim wybrzeżu dość dobrze oddają klimat miejsca, a kilka ujęć zaskakuje swoją jakością. Film Anny Kazejak przedstawia problematyczne perypetie rodzinne, z serią wyciąganych konfliktów i sprowokowanych kłótni. Jednocześnie pozostaje zabójczo prosty, a jego  nieskomplikowana natura sprawia, że mimo trudnych wątków jest on przystępny. Mamy do czynienia z kinem, które pokazuje jakim rodzicem nie być, ale nie daje prostej recepty jak sprostać temu zadaniu. Film to ciekawa próba kina edukacyjnego o charakterze tragikomedii, które pozostawia lekki niedosyt w swojej fazie konkluzywnej.

 

 

Marcin Telega

fot. kadr z filmu „Fucking Bornholm”, materiały promocyjne dystrybutora 

Tekst ukazał się pierwotnie w starej wersji strony internetowej OFF CAMERA

Przejdź do treści
Zezwól na powiadomienia OK Nie, dziękuję