Wszyscy kochają Vincenta | ,,At Eternity’s Gate”
Image
fot. plakat do filmu

Jeszcze niedawno białym plamom na życiorysie Van Gogha usiłowała dodać kolorów Dorota Kobiela, eksplorując zagadkę tajemniczej śmierci malarza. I choć wydaje się, że wszystko zostało już powiedziane, kolejny filmowiec pokusił się o wzięcie na warsztat znanej już dobrze widzom biografii. Zwiastun ,,At Eternity’s Gate” pojawił się właśnie w sieci – w roli słynnego postimpresjonisty wystąpił Willem Dafoe.

Życiorys Van Gogha filmowcy poddają bezustannej eksploatacji – mówiąc o najbardziej pamiętnych biopicach, trudno nie przywołać  ,,Vincenta i Theo” (1990) Roberta Altmana czy nieco bardziej wiekowej ,,Pasji życia” (1956) Vincente Minnelli. W ubiegłym roku do kanonu wkradł się obraz duetu Kobiela – Welchman, w głównej mierze ze względu na imponującą, pracochłonną formę, która poszerzyła spektrum filmów o Van Goghu o nowe, świeższe spojrzenie. Również w wymiarze fabularnym – bo nominowani do Oscara twórcy powstającego kilkanaście lat filmu, postawili na zaprezentowanie historii pod postacią antykryminału, mnożąc zagadki w toku trwania filmu, każdą pozostawiając nie do końca wyjaśnioną. Zdaje się więc, że poprzeczka dla ,,At Eternity’s Gate” została zawieszona całkiem wysoko.

Można by podejrzewać, że choć biografia Holendra wciąż rozpala wyobraźnie filmowców, tworzenie kolejnego obrazu o tej samej tematyce to strzał w kolano – gdyby nie fakt, że reżyserem ,,At Eternity’s Gate” jest Julian Schnabel. Twórca świetnie przyjętego ,,Motyla i skafandra” (2007), podobnie jak Dorota Kobiela, zanim rozpoczął reżyserską karierę, zdobył wykształcenie na Akademii Sztuk Pięknych, osiągając rozpoznawalność jako malarz – trudno więc się dziwić, że za temat swojego późnego debiutu filmowego obrał życiorys nowojorskiego artysty – buntownika, Jean Michela Basquiata. Plastyczna, zamaszysta forma filmu, oddająca dynamikę obrazów Basquiata, może zdradzać kierunek, w jakim Schnabel podąży w ,,At Eternity’s Gate”. Czekający na premierę biopic to zresztą interesująca i poniekąd niemożliwa do uniknięcia wolta, biorąc pod uwagę słowa, które padają w otwierającym monologu ,,Basquiata...”: ,,Nikt nie chce być członkiem pokolenia, które przegapi następnego Van Gogha”.

O tym pragnieniu bycia zauważonym, będzie właśnie w głównej mierze traktował film Schnabela. Obraz skupi się na ostatnich latach życia najgorzej sprzedającego się w historii słynnego malarza, obfitych w nasilające się ataki choroby psychicznej, a jednocześnie najbardziej płodnych w kontekście twórczości. W Van Gogha, przeżywającego wzloty i upadki relacji z Paulem Gauguinem i bratem Theo,  wcieli się Willem Dafoe. Po niedawnej premierze na festiwalu w Wenecji, pojawiają się spekulacje, że rola zapewni aktorowi oscarową statuetkę, którą w ubiegłorocznym rozdaniu sprzed nosa zgarnął mu Sam Rockwell. Drugoplanowa obsada również prezentuje się imponująco: w filmie zobaczymy Oscara Isaaca, Madsa Mikkelsena i Emmanuelle Seigner. Miejmy nadzieję, że obiecujący, haptyczny trailer jest zapowiedzią równie dobrego filmu, a Schnabel, podobnie jak równie chwalony za biopic Armstronga Damien Chazelle, udowodni, że pozornie wyeksploatowany już temat dla utalentowanego filmowca, może stanowić kopalnię inspiracji.

Magdalena Narewska

Źródło: people.com