Twórca „Uciekaj!” znów nas pogoni!
Image
fot. materiały prasowe

Śmieszno czy straszno? Jordan Peele zdaje się nie mieć takich dylematów! Jego brawurowy debiut „Uciekaj!” (2017) doskonale łączy konwencję grozy z przednim czarnym humorem, a plany na następne produkcje rysują się nadzwyczaj obiecująco. Na jakich seansach już wkrótce będziemy w kinach umierać ze strachu i śmiechu jednocześnie? Sprawdzamy!

Amerykański komik do wielkiego świata filmowego wkroczył z przytupem, odbierając na tegorocznej ceremonii w Dolby Theatre Oscara za najlepszy scenariusz oryginalny. Choć wcześniej częściej swoją publiczność rozśmieszał niż przerażał, na debiut reżyserski obrał sobie rasowy horror – i to w podwójnym tego epitetu znaczeniu. „Uciekaj!” to znakomite dzieło gatunkowe, sprawnie wciągające widza w spiralę grozy i skutecznie miażdżące sekwencjami brutalnej przemocy. Przyprawiające o dreszcz ujęcia przeplatane są tutaj scenami rodem z sitcomu. Wszystkiemu zaś towarzyszy wątek powiązany silnie z kwestią rasizmu – mimo iż rozegrany w dużej mierze na rejestrach paranoi, to jednak potraktowany całkiem na serio.

Motywy te konsekwentnie są bliskie Jordanowi Peele. Po sukcesie swojego debiutu zapowiedział, że jego cztery następne filmy fabularne również będą dotykać ważnych kwestii społecznych. Peele ponownie planuje ubrać je w formułę dreszczowców, by dzięki temu trafić z niełatwą tematyką do szerszej widowni. Krążyły plotki, że wkrótce ma powstać druga część „Uciekaj!” – i rzeczywiście, na taki nieoficjalny sequel zapowiada się „Us”, którym obecnie zajmuje się laureat Oscara. Główne role przypadły w udziale Lupicie Nyong’o, Kate Moss, i Winstonowi Duke’owi. Fabuła filmu skupiać się będzie wokół starcia dwóch par – czarnoskórej i białej. Za muzykę ma odpowiadać Michael Abels, z którym Peele współpracował już przy okazji swego głośnego debiutu. Z kolei zdjęcia wyjdą spod ręki Mike’a Gioulakisa, który popis swoich umiejętności dał choćby w hipnotyzującym horrorze „Coś za mną chodzi” (2014) Davida Roberta Mitchella. Premiera „Us” powstającego pod skrzydłami studia Universal planowana jest na 15 marca 2019 roku.

Peele zamierza także wyprodukować remake „Candymana”  Bernarda Rose’a z 1992 roku. Film oparty na opowiadaniu Clive’a Barkera osiągnął 26 milionów dolarów zysku (przy budżecie opiewającym na kwotę sześciu milionów) i doczekał się dwóch kontynuacji. Bohaterką tego horroru jest Helen, studentka, która podczas gromadzenia materiałów do swojej pracy magisterskiej, trafia na historię o duchu z hakiem zamiast ręki. By go przywołać z zaświatów, należy pięciokrotnie wymówić jego imię przed lustrem. Wkrótce Candyman przebudzi się, by popełnić szereg zbrodni, o które młoda dziewczyna zostaje oskarżona. Tylko odrażająca zjawa może udowodnić jej niewinność. Wybór tego właśnie tytułu nie jest szczególnym zaskoczeniem – jak najbardziej wpisuje się w bliskie sercu Peele kwestie rasowe. Candyman za życia był bowiem synem czarnoskórego niewolnika – na jego smutnym losie kładzie się krwawym cieniem historia prześladowań Afroamerykanów w Stanach Zjednoczonych.

W oczekiwaniu na nadchodzące projekty Jordana Peele można zapoznać się z „The Last O.G.”, który współtworzy z Johnem Carcieri. Serial w komediowej konwencji opowiada losy Tray’a, który po 15 latach spędzonych w więzieniu musi na nowo odnaleźć się w zmieniającym się świecie i odbudować kontakty z rodziną.

Monika Żelazko