Nicole Kidman, jakiej nie znamy
Image
fot. kadr z serialu

Włosy potargane, szare, równie zniszczone życiem i jego klęskami, co jej zmęczona, blada twarz i przekrwione oczy – Nicole Kidman w najnowszym kryminale Karyn Kusamy, reżyserki serialu „Masters of Sex” (2013-2016), jest niepodobna ani do samej siebie, ani do żadnej ze swoich wcześniejszych bohaterek. W filmie „Destroyer” aktorka wciela wciela się w postać Erin, policjantki, która w młodości infiltrowała sekciarski gang. Po latach szef bandy przypomina o swoim istnieniu, a protagonistka – już i tocząca zacięte boje z demonami przeszłości – musi stawić mu czoła...
 

Film miał premierę 31 sierpnia w ramach Telluride Film Festival, a pierwsze opinie o nim przewijają się przez kolumny z newsami ze świata kina częściej niż recenzje któregokolwiek z tytułów prezentowanych na, trwającym równolegle do amerykańskiego przeglądu, Festiwalu w Wenecji. Na ekranie zobaczymy między innymi Tatianę Maslany, gwiazdę serialu „Orpan Black” (2013-2017), oraz Sebastiana Stana – Zimowego Żołnierza z „Kapitana Ameryki” (2016), ale to o Kidman mówi się najczęściej i najlepiej.
 

Aktorka pogrąża się w mroku i kreuje straumatyzowaną postać, której nie sposób wpisać do panteonu sympatycznych bohaterek i bohaterów. Peter Debruge z magazynu „Variety” pisze, że tej roli nie da się porównać do żadnej ze wcześniejszych występów Kidman – jest ona bowiem zaprzeczeniem, przede wszystkim na poziomie wizualnym, tego wszystkiego, z czym zwykliśmy kojarzyć postaci jednej z największych żyjących hollywoodzkich legend. Recenzent opisuje Erin jako antybohaterkę; „nasty woman”, brudniejszą niż sam Brudny Harry. Grę aktorki komentuje natomiast słowami – „Kidman zawsze była kameleonem, ale w tym przypadku nie tyle zmienia kolory, ile chowa się w zupełnie nowej skórze; zmienia swoje wnętrze, by dopasować się do twardej powłoki bohaterki”. Filmowa Virginia Woolf z „Godzin” (2002) przesuwa granice tego, co aktorka (lub aktor) może zrobić na ekranie; jest trudna, odrzucająca i prawie całkowicie niezależna.

 

fot. kadr z filmu "Destroyer"
fot. pierwszy kadr z filmu  "Destroyer"

 

„Destroyer” to cyniczna, bezkompromisowa opowieść o skompromitowanej idei sprawiedliwości w Mieście Aniołów – w miejscu, w którym przestępcy legną się jak termity, a to, co uchodzi za prawo jest ośmieszone przez korupcję. Co ciekawe, reżyserka opowiada tutaj historię, która wydaje się przynależeć do męskiego porządku, a jednak to kobiety pozostają w centrum. Film Kusamy jest kolejnym filmem, który nie mieści się w stereotypowej definicji kobiecego kina, wpisując się w jego nową historię.
 

Wraz z recenzjami z Festiwalu Telluride w mediach pojawiają się spekulacje dotyczące oscarowych nominacji. Wyróżnienie Kidman wydaje się pewniakiem, chociaż jej konkurentki – jeśli wierzyć głosom amerykańskich krytyczek i krytyków – również zachwycają. Mellisa McCarthy, Olivia Colman i Emma Stone to nazwiska, które padają zdecydowanie najczęściej, przy czym w tych zestawieniach ciągle powraca również Joanna Kulig, do której dołączyła jeszcze jedna aktorka z filmu nieanglojęzycznego – Yalitza Aparicio z quasi-autobiograficznego projektu Alfonso Cuaróna „Roma”, co ciekawe – porównywanego w Wenecji do „Zimnej wojny”.
 

Alicja Muller