Cztery królestwa, dwóch reżyserów
Image
fot. kadr z filmu "The Nutcracker and the Four Realms"

„Legenda, którą znacie ma swoją ciemną stronę” – taki napis pojawia się w końcowych sekundach oficjalnego trailera filmu „Dziadek do orzechów i cztery królestwa”, który na dużych ekranach pojawi się pod koniec października. I rzeczywiście wydaje się, że właśnie mrok będzie w opowieści Lasse'go Hallströma i Joe'go Johnstona dominantą zarówno na poziomie fabularnym, jak i wizualnym. Choć na podstawie zwiastuna trudno orzekać o wartości filmu, już wiadomo, że przejdzie on do historii...
 

Tym, co na starcie czyni „Dziadka do orzechów i cztery królestwa” produkcją wyjątkową jest fakt, że w oficjalnych materiałach promocyjnych pojawi się informacja o dwóch twórcach, którzy zasiedli na stołku reżyserskim. Mamy do czynienia z ewenementem, bowiem – o czym pisaliśmy w tekście poświęconym zawirowaniom towarzyszącym „Bohemian Rhapsody” – zgodnie z przepisami Amerykańskiej Gildii Reżyserów Filmowych film powinien mieć tylko jednego reżysera. Wyjątkiem od tej reguły są jedynie tandemy twórcze, które mogą pochwalić się wspólną artystyczną historią lub współdzielą jedną wizję sztuki, czego najlepszym przykładem bracia Joel i Ethan Coen. Tymczasem Hallströma i Johnstona nie sposób nazwać artystami pracującymi w nierozerwalnej diadzie, a jednak Disney zrobi dla nich wyjątek.
 

Pierwszym reżyserem „Dziadka...” był, dwukrotnie nominowany do Oscara (za „Wbrew regułom” w 1999 i „Moje pieskie życie” w 1985 roku), szwedzki twórca i właśnie on odpowiada za to, co dałoby się opisać jako surową (o ile w przypadku disnejowskich baśniowych produkcji w ogóle można mówić o surowości) całość narracyjno-dramaturgiczną. Johnston, znany z takich tytułów jak „Jumanji” (1995) czy „Captain America: pierwsze starcie” (2011), został natomiast zatrudniony na tzw. „dokrętki”, przy czym stało się tak przede wszystkim ze względu na czasową niedyspozycję Hallströma, który z oddali mimo wszystko czuwał nad ostatecznym kształtem wzbogaconego o wizualne fajerwerki i efekty specjalne filmu. Co ciekawe, to szwedzki artysta zaproponował Johnstonowi zaszczytne miejsce w napisach końcowych i oficjalne współdzielenie odpowiedzialności za reżyserię.

 

„Dziadek do orzechów i cztery królestwa” to zdecydowanie jedna z najbardziej wyczekiwanych jesiennych premier. Z jednej strony scenariusz inspirowany zarówno książką E.T.A. Hoffmana, jak i baletem Czajkowskiego, z drugiej – wyborowa obsada z  Keirą Knightley, Helen Mirren i Morganem Freemanem na pierwszym planie. Takie zestawienie musi budzić ekscytację, tym bardziej, że zwiastun obiecuje nie tyko przepiękne widowisko, ale też, a może przede wszystkim, takie odczytanie znanej historii, które odczaruje opowieść o walce tytułowego Dziadka do orzechów z Królem Myszy z łatki oklepanej, wigilijnej bajki. My już odliczamy tygodnie do premiery!
 

Alicja Muller

fot. kadr z filmu "The Nutcracker and the Four Realms"

źródło: variety.com