Cannes 2018: „Zimna wojna” z owacjami na stojąco
Image
Zimna Wojna

Film Pawła Pawlikowskiego, autora oscarowej „Idy” (2013) nie tylko zakwalifikował się do konkursu głównego Festiwalu Filmowego w Cannes, ale zbiera również pierwsze, bardzo dobre, recenzje. Wygląda na to, że „Zimna wojna” sprostał wysokim oczekiwaniom. Już możemy być dumni!

Opowieść osadzona w latach 50. podczas zimnej wojny dotyka tematu skomplikowanej, gorącej miłości pomiędzy dwojgiem ludzi. Bohaterowie, którzy nie potrafią ze sobą być, a jednocześnie nie wyobrażają sobie życia bez siebie kojarzą się najsilniej ze schematami z amerykańskich melodramatów, co sugerowałoby możliwość pewnej wtórności filmu. Te obawy okazują się jednak nieuzasadnione. – Doczekałem się pierwszego znakomitego filmu w canneńskim konkursie i ku mojej uciesze okazała się nim „Zimna wojna” Pawła Pawlikowskiego –  komentuje nasz programer, Jakub Armata – Oczekiwania były ogromne, począwszy od głosów płynących z Polski po wczorajsze recenzje, które ukazały się zaraz po festiwalowej premierze. Śmiało możemy powiedzieć, że film im sprostał. Do tego stopnia, że zaryzykowałbym stwierdzenie, iż „Zimna wojna” lepsza jest od „Idy”.

Film Pawła Pawlikowskiego bierze udział w konkursie obok takich obrazów jak wyczekiwane „BlacKkKlasman” Spike’a Lee oraz „The Picture Book” w reżyserii Jeana-Luca Godarda. Konkurencja wydaje się być ogromna, jednak wiadomo już z jak potężnym zachwytem spotkała się „Zimna wojna” podczas premiery na festiwalu w Cannes. Film dostał maksymalne noty oraz owacje na stojąco. Brawa trwały kilkanaście minut! Wydawałoby się więc, że modernistycznie przejmująca miłość wzmaga ogromną tęsknotę. Zarówno za kinem jak i za ogromnymi uczuciami. Najwidoczniej, ponowoczesny cynizm i dystans nie zdążył się jeszcze zadomowić na dobre...

W filmie Pawła Pawlikowskiego w rolach głównych, zobaczymy śmietankę polskiego świata aktorskiego, czyli Joannę Kulig oraz Tomasza Kota. Kameralna opowieść zostaje w tym przypadku wpisana w historyczny kontekst. Kompozytor Wiktor, protagonista „Zimnej wojny”, poznaję Zulę podczas przesłuchania do zespołu ludowego. Chodzą pogłoski, że dziewczyna zabiła swojego ojca. Podobno dostała wyrok w zawieszeniu… Kontekst polityczno-historyczny staje się jednak tłem to rodzącego się uczucia. Rozpoczyna się romantyczna epopeja, która w filmie ukazana jest na przestrzeni kilkunastu lat. To historia, która nieco przywodzi na myśl powieści Ericha Marii Remarque’a. Takie skojarzenia budzą również pierwsze udostępnione w sieci materiały z filmu. Pokazana została scena tańca w dusznej, zatłoczonej knajpie. Słychać twista, a ciężki alkohol pije się z wysokich kieliszków. Widać również, że film oszałamia zdjęciami. – Nie mam wątpliwości, że to jeden z najbardziej przejmujących melodramatów jakie w ostatnich latach widzieliśmy nie tylko w polskim kinie, ale w kinie w ogóle. – opowiada Jakub Armata – Fenomenalne, utrzymane w czerni i bieli zdjęcia Łukasza Żala, kapitalne role z Joanną Kulig na czele, dla której część zagranicznych dziennikarzy chce ponoć porzucić swoje żony. Oprócz walorów artystycznych film Pawlikowskiego ma dwa one-linery, które zapamiętamy na długo: „Pies cię jebał, burżuju” oraz „Kocham cię, ale muszę się wyrzygać”.

Wszystkim tym, którzy nie dotarli w tym roku na canneński festiwal pozostaje oczekiwanie na polską premierę filmu. Póki co, trzymamy kciuki za sukces „Zimnej wojny” w konkursie głównym, a także, bo może okazać się to całkiem możliwe, za oscarową nominację!


Julia Smoleń

fot. Łukasz Bąk