W Konkursie Polskich Filmów Fabularnych podczas 19. Mastercard OFF CAMERA Marcin Czarnik nominowany był do nagrody dla najlepszego aktora za role w filmach “Trzy miłości” oraz “Miłe kobiety”. Po projekcji pierwszego z tych tytułów rozmawialiśmy o wyzwaniach na jego planie, ale również o współpracy aktora z wybitnym węgierskim reżyserem, László Nemesem.
Jakim aktorem jesteś obecnie: ugruntowanym i statecznym, czy bardziej eksplorującym i poszukującym?
Cały czas staram się być poszukujący. Pracuję jako aktor już ponad 20 lat, przy czym większość tego czasu spędziłem w teatrze. Kino ciągle jest dla mnie miejscem niespodzianek i nowości. W teatrze jest jeszcze kilka rzeczy, które chciałbym zrobić, ale niewiele; natomiast w kinie jest mnóstwo realnych projektów, które wydaje się, że zrealizuję w ciągu kilku najbliższych lat. Mam też to szczęście, że pracuję nie tylko w Polsce – a właściwie przede wszystkim za granicą. Gram w różnych językach, ale głównie takich, których nie znam (śmiech). Kino jest dla mnie miejscem do eksplorowania, i mam nadzieję, że jeszcze dużo tam na mnie czeka.
Przyjmując rolę w “Trzech miłościach” miałeś poczucie, że jest to projekt niecodzienny, niestandardowy w polskim kinie?
Dla mnie – na pewno tak. Widziałem polskie odważne filmy erotyczne – na przykład “Szamankę” Andrzeja Żuławskiego. Ale wiedziałem też, że mam swoje ograniczenia i zazwyczaj, w innych produkcjach, wymagano ode mnie czegoś innego. “Trzy miłości” sprawiły mi dużą trudność poprzez odważne sceny. Było to dla mnie wyzwanie – i to jest fajne. Mogłem się nie zgodzić, prawda? A zgodziłem się i starałem się zrobić to, co miałem do zrobienia jak najlepiej. Wspaniałe w tym zawodzie jest to, że co jakiś czas pojawiają się zadania, z którymi wcześniej nie miałem okazji się spotkać.
Postać Jana powstała na przecięciu mnie – jako człowieka – i tego, co reżyser, Łukasz Grzegorzek, przedstawił jako swoją propozycję. Umówiłem się z Łukaszem na to, żeby tę postać stworzyć, ale nie wyzbędę się tak zupełnie siebie, swoich wątpliwości, swojego ciała czy sposobu myślenia.
Rola w filmie “Miłe kobiety” jest mniejsza, ale wraz z Anitą Sokołowską grasz między innymi w kluczowej scenie w sypialni, intensywnej i zrealizowanej w długim ujęciu. Jakich środków aktorskich w niej użyłeś, aby poradzić sobie z różnicą ekspresji obu postaci?
Kluczowe było tu doświadczenie teatralne – pomogło mi budowanie postaci w długich sekwencjach czasu. Myślę też, że postaci Jana w “Trzech miłościach” i Michała w “Miłych kobietach” Marii Wojtyszko i Jakuba Krofty są do siebie dość podobne – obaj to faceci, którzy niespecjalnie radzą sobie w relacjach. Mają do czynienia z silnymi kobietami, a sami nie są w swoim “peaku” męskości, decydowania o samych sobie – są na rozdrożu, w rozsypce. Być może więc pomogło mi też to, że podobną postać już grałem.
Czekamy na polską premierę filmu “Orphan” László Nemesa, a w tegorocznym konkursie głównym w Cannes jest już kolejny jego film z Twoim udziałem, “Moulin”. Czy jest to dla Ciebie wyjątkowa współpraca, coś, co ukształtowało Cię jako aktora kinowego?
Z pewnością. László jest bardzo wymagającym formalnie reżyserem filmowym. Lubię improwizować, zachowywać się swobodnie, ale u niego nie ma przypadków, wszystko jest naprawdę wyreżyserowane – długie ujęcia, mastershoty. Wszystkie jego filmy są kręcone na taśmie, i to wymaga ogromnej dyscypliny.
W “Schyłku dnia” i “Orphan” zagrałem po węgiersku, a w “Moulin” po francusku – nie znając tych języków. Cieszę się, że László ciągle po mnie sięga, co jest dla mnie ogromnym zaszczytem – mimo mojej nieznajomości węgierskiego doskonale się rozumiemy na płaszczyźnie artystycznej. Wkrótce, mam nadzieję, zrobimy razem film po angielsku – ten język znam, i będzie prościej.
Jest to moje miejsce, szczęście, i mam nadzieję, że będzie nim jak najdłużej. Każdy aktor powinien mieć miejsce, w którym czuje się dobrze. Dla mnie przez wiele lat był to teatr – najpierw Jana Klaty, potem Moniki Strzępki. Teraz w filmach László Nemesa najbardziej realizuję się artystycznie.
Czekasz na rolę życia, czy też nie patrzysz na to w takich kategoriach?
Patrzę na to, co jest realne, przede mną. Kilka lat temu zagrałem główną rolę w filmie z Johnem Malkovichem i Jasonem Isaacsem, czekam na tę premierę – być może w przyszłym roku. Mogę też zdradzić, że najprawdopodobniej będę pracował z László Nemesem nad jedną z książek Cormaca McCarthy’ego, który jest dla mnie jednym z najważniejszych autorów. To będzie, mam nadzieję, wspaniała rola do pracy – bardzo na nią czekam.
z Marcinem Czarnikiem rozmawiał Miłosz Lewandowski
fot. Filip Radwański


