Trójka w geometrii uchodzi za figurę idealną, dającą stabilne oparcie i domykającą przestrzeń. W kinie i psychologii jest jednak dokładnie na odwrót. Tam, gdzie pojawia się trzeci element, tam natychmiast rodzi się napięcie, zachwiane zostaje status quo, a dotychczasowe, pozornie bezpieczne układy ulegają gwałtownej dekonstrukcji. Selekcja Festiwalu Mastercard OFF CAMERA od lat udowadnia, że kino niezależne unika prostych opozycji i czarno-białych podziałów na to, co dobre i złe, moralne i niemoralne. Twórcy prezentujący swoje filmy w Krakowie chętnie sięgają po topos „ich trojga”, traktując ją nie jako tani chwyt melodramatyczny, ale jako precyzyjne narzędzie analityczne. Przez pryzmat trójkąta – rozumianego zarówno dosłownie jako uwikłanie romantyczne, jak i metaforycznie, jako relacja rodzinna czy zderzenie jednostki z żywiołem – reżyserzy rozbijają na czynniki pierwsze nasze najgłębsze lęki przed samotnością, odrzuceniem oraz utratą kontroli nad własną tożsamością.
Analizę tego zjawiska warto rozpocząć od klasycznie rozumianego trójkąta miłosnego, który w kinie autorskim zostaje odarty z hollywoodzkiego blichtru i sprowadzony do poziomu surowej, psychologicznej wiwisekcji. W filmie „Magpie” (reż. Sam Yates) to z pozoru banalne zestawienie – żona, mąż i ta trzecia – staje się punktem wyjścia do stworzenia gęstego, klaustrofobicznego thrillera. Twórcy filmu nie skupiają się tu na samej fizyczności zdrady, ale precyzyjnie pokazują, jak samo wyobrażenie o fascynacji partnera inną kobietą potrafi zdestabilizować dotychczasowe życie i zepchnąć kobietę na skraj psychicznej wytrzymałości, ale też, ile siły jej tym samym dać. Z kolei w filmie „Two Pianos” (reż. Arnaud Desplechin) wektor napięcia zostaje skierowany wstecz, ku nieodwracalnym konsekwencjom dawnych wyborów. Konfiguracja złożona z kobiety i dwóch przyjaciół po latach okazuje się układem podszytym bolesną tajemnicą, o której główny bohater nie miał pojęcia. Mathias przed laty wycofał się z relacji z Claude, udając się na dobrowolne wygnanie. Kiedy powraca po latach przypadkowo spotyka chłopca, będącego jego kopią z dzieciństwa. Odkrywa, że dziecko, które tamten wychowywał, jest w rzeczywistości jego własnym synem. Śmierć przyjaciela nie zamyka przeszłości, lecz otwiera ją na nowo. Dawny trójkąt, choć fizycznie niekompletny z powodu śmierci jednego z mężczyzn, wciąż dyktuje warunki i zmusza Mathiasa do bolesnej konfrontacji z utraconym życiem, którego nie da się już cofnąć ani naprawić. Przyjaźń i miłość nie występują tu jako wartości nadrzędne, lecz jako siły ścierające się w nieustannym konflikcie męskiego ego, gdzie obecność kobiety jedynie obnaża kruchość męskiej solidarności.

fot. kadr pochodzi z filmu „Two Pianos“, materiały prasowe
Jeszcze bardziej skomplikowaną dynamikę lojalności i pożądania odnajdujemy w „Erupcji” Pete’a Ohsa. Tutaj punktem wyjścia jest stabilny, z pozoru poukładany związek Bethany i Roba, którzy spędzają czas w Warszawie. Kiedy jednak nadchodzi moment, w którym mężczyzna planuje oświadczyny, przestraszona wizją ostatecznej deklaracji bohaterka postanawia uciec przed tą decyzją, kierując swoją uwagę na dawno niewidzianą przyjaciółkę Nel. Między kobietami błyskawicznie odżywa tłumiona dotąd chemia i wzajemna fascynacja, a zakochany Rob nagle ląduje na marginesie tego emocjonalnego układu. Powstały trójkąt staje się katalizatorem do zadania pytań o to, czego tak naprawdę od życia chce każda z zaangażowanych w ten układ stron.
Nie zawsze jednak obecność trzeciego elementu wiąże się z erotyzmem czy romantycznym uwikłaniem. Bardzo często niezależni twórcy przyglądają się sytuacjom, w których trzecia postać pojawia się w roli intruza, burzyciela zastanej harmonii. Doskonale ilustruje to komediodramat „Adult Best Friends” (reż. Delaney Buffett), traktujący o toksycznej, symbiotycznej relacji dwóch dorosłych kobiet. Kiedy jedna z nich postanawia wyjść za mąż, nowo pojawiający się partner nie jest postrzegany jako dopełnienie szczęścia, lecz jako najeźdźca naruszający granice ich prywatnego państwa. Mąż staje się tutaj elementem obcym, który musi wywalczyć sobie prawo do egzystencji w świecie rządzonym przez wewnętrzne kody, wspomnienia i rytuały przyjaciółek. Film w niezwykle trafny sposób analizuje, jak trudno jest dorosnąć do nowych ról społecznych i jak bolesne bywa rozszerzanie przestrzeni bliskości o kolejną osobę, gdy dotychczasowa dwuosobowa struktura była wszystkim, co znaliśmy.
Zupełnie inną, niemal kliniczną perspektywę na pozycję intruza przyjmuje argentyński film „Vera and the Pleasures of Others” (reż. Romina Tamburello, Federico Actis). Tutaj tytułowa Vera staje się „tą trzecią” na własnych warunkach – potajemnie, bez wiedzy i zgody osób, w których życie ingeruje. Jako nastolatka podsłuchująca i obserwująca intymne zbliżenia innych ludzi, Vera nie wchodzi w bezpośrednią interakcję, lecz staje się niewidzialnym wierzchołkiem trójkąta. Jej motywacją nie jest chęć zniszczenia cudzego szczęścia, ale rozpaczliwa próba zrozumienia własnego ciała, seksualności i granic bliskości. Reżyser używa tej perspektywy, aby pokazać, że bycie „trzecim” może być także formą schronienia – bezpieczną pozycją obserwatora, który z obawy przed realnym zranieniem woli przeżywać emocje zapośredniczone przez cudze doświadczenia.

fot. kadr pochodzi z filmu „Vera and the Pleasures of Others“, materiały prasowe
Przenosząc ciężar analizy z relacji partnerskich i towarzyskich na grunt rodzinny, natrafiamy na strukturę, w której trójka bohaterów jest połączona więzami, od których nie ma ucieczki. „Innego końca nie będzie” (reż. Monika Majorek) to studium trójki rodzeństwa skonfrontowanego z rodzinną tragedią i dawnymi demonami. W tym przypadku konfiguracja „Ich Troje” nie jest kwestią wyboru czy chwilowej fascynacji – to zastany układ sił, w którym każdy z bohaterów od dzieciństwa ma przypisaną określoną rolę. Twórcy filmu z niezwykłą precyzją pokazują, jak powrót do wspólnego domu zmusza rodzeństwo do wejścia w stare koleiny zachowań. Każda próba wyłamania się z tego schematu przez jedną osobę natychmiast wywołuje reakcję obronną pozostałej dwójki. To fascynujący obraz systemu naczyń połączonych, gdzie ból i trauma jednego bohatera rezonują w pozostałych, a jedyną drogą do wyzdrowienia jest wspólne, niezwykle bolesne przepracowanie przeszłości, w której nikt nie może pozostać biernym obserwatorem.
Na osobną uwagę zasługuje film „To nie mój film” (reż. Maria Zbąska), który w najbardziej poetycki i minimalistyczny sposób redefiniuje pojęcie trzeciego bohatera w relacji. Obserwujemy tu parę w kryzysie, która decyduje się na pieszą wędrówkę brzegiem zimowego Bałtyku. W tej kameralnej opowieści owym trzecim, decydującym o dynamice związku elementem staje się samo morze – surowy, zimny, polski krajobraz. Bałtyk nie jest tu jedynie malowniczym tłem dla małżeńskich kłótni. Działa jak pełnoprawny partner w dyskusji: jego szum niesie słowa, których bohaterowie nie chcą wypowiedzieć, jego bezmiar potęguje poczucie osamotnienia, a fizyczne wycieńczenie marszem wzdłuż brzegu zmusza ich do zrzucenia masek. To niezwykle dojrzała metafora, w której przyroda przejmuje rolę terapeuty i katalizora zmian. Dopiero w zderzeniu z bezwzględnym, chłodnym żywiołem dwójka ludzi jest w stanie ocenić realną temperaturę uczuć, jakie ich łączą, i zrozumieć, czy są jeszcze w stanie iść dalej razem, czy też ich wspólna droga naturalnie dobiegła końca.
Wszystkie te zróżnicowane konfiguracje, zaprezentowane w ramach Mastercard OFF CAMERA, układają się w spójną opowieść o ludzkiej kondycji we współczesnym świecie. Niezależne kino, unikając łatwych odpowiedzi i moralizatorstwa, pokazuje, że pojawienie się trzeciego elementu w jakiejkolwiek relacji nie musi być wyłącznie zwiastunem katastrofy. Często jest to konieczny wstrząs, bez którego bohaterowie pozostaliby uwięzieni w martwym punkcie, w układach pozbawionych autentyczności i emocjonalnej prawdy. Niezależnie od tego, czy owym trzecim jest kochanek, zazdrosny przyjaciel, dorastające rodzeństwo czy surowy krajobraz zimowego Bałtyku, jego obecność zawsze zmusza do zadania kluczowych pytań o granice własnego „ja”, o to, ile jesteśmy w stanie poświęcić dla drugiej osoby i czym tak naprawdę jest bliskość, gdy zostaje wystawiona na najtrudniejszą próbę.
Kinga Majchrzak-Telega
zdjęcie główne, kadr pochodzi z filmu „To nie mój film“, materiały prasowe


