International Festival
of Independent Cinema

24.04 – 3.05.2026, Kraków

Czerwony naszyjnik z okiem proroka, czyli czego kamera nie widziała | recenzja filmu „Gülizar”

Turecko-kosowski debiut fabularny scenarzystki i reżyserki Belkıs Bayrak, „Gülizar”, którego światowa premiera odbyła się na MFF w San Sebastian, bierze na tapet psychologiczny dramat w społecznie dusznej atmosferze – a jednak odbywający się w praktycznie kompletnej ciszy. 

 

Akt przemocy, jakiemu zostaje poddana tytułowa protagonistka, a w zasadzie jego przetwarzanie i trawienie, odbywa się przy wspomnianym milczeniu, koncentrując się na procesie drogi, jaką przechodzi bohaterka.  

Gülizar (w tej roli Ecem Uzun), dwudziestokilkuletnia Turczynka, wychowana została w domu o solidnych fundamentach patriarchalno-konserwatywnych, rządzonym przez tradycyjne role płciowe oraz wtórujące im społeczne oczekiwania. Wizja obietnicy nowego życia zdaje się widnieć na horyzoncie zdarzeń za sprawą zbliżającego się ślubu z narzeczonym Emre (Bekir Behre).  

Podczas monotonnej ekspedycji Gülizar do wybranka, wizja kosowskiego snu ustępuje miejsca scenom zaprzęgniętym z odmętów koszmarów – stawiając jednak wyłącznie na sferę audialną, pozostawiając widzów bez dodatkowego ciężaru obrazowania przemocy. Wrażliwa reżyseria Bayrak (o ile możemy o takowej mówić w perspektywie kalibru napaści seksualnej) nie pokazuje nic graficznego – zdaje się, że w zasadzie nie jest to konieczne. 

Mimo że całe zajście możemy jedynie „słyszeć z ekranu”, odbija się ono echem oraz powidokami w napiętych przygotowaniach do zaślubin Gülizar (swoją drogą, bardzo ciekawie sportretowanych tureckich obrzędów ceremonialnych). To napięcie, między wewnętrznym stanem emocjonalnym oraz zewnętrznymi naciskami, by kontynuować przygotowania do ślubu, grają ze sobą na zasadzie kontrastu, sprawiając, że atmosfera napięcia staje się coraz bardziej duszna, parna a wręcz klaustrofobiczna, niczym traumatyczna przestrzeń wcześniejszego aktu przemocy. 

Siłą filmu zdaje się stanowić sposób, w jaki warstwowo ukazuje traumę – nie tylko związaną z samym atakiem, ale i z kulturowym milczeniem, które go otacza. Choć napaść stanowi kluczowy punkt fabularny, film koncentruje się na jej konsekwencjach – rezygnacji ze spektaklu przemocy, a postawieniu na psychologiczną analizę portretu głównej bohaterki. Bayrak ukazuje traumę zarówno jako przeżycie wewnętrzne, jak i społeczne, w świecie wywierającym presję, z normami społecznymi tylko pogłębiającymi to cierpienie.  

Z drugiej strony przedstawienie systemu wsparcia wobec ofiar przemocy, jaki podejmuje reżyserka poprzez humanizację postaci drugoplanowych, jak postać narzeczonego, uosabiają zdrowy, a z pewnością niełatwy system wsparcia. 

Choć „Gülizar” to subtelna eksploracja złożoności traumy i jej rezonansu w życiu bohaterki, ten nie przyspieszony proces leczenia stanowi obraz zarówno strategii radzenia sobie, jak i skutek presji społecznej, która przedkłada konformizm nad dobro jednostki.  

Takie podejście do opowiadania o przemocy seksualnej zdaje się być kluczowe, zapewniając sobą przestrzeń do rozmowy o wsparciu, sprawiedliwości i leczeniu. „Gülizar” to mistrzowsko zrealizowany debiut, który nie boi się spojrzeć prosto w oczy, prosząc, byśmy sami nakreślili kontury nadziei. 

 

Karolina Zdunek 

Przejdź do treści
Zezwól na powiadomienia OK Nie, dziękuję