Szalenie szczęśliwi Azjaci
Image
fot. materiały prasowe

Obok tradycyjnego hasła „sex sells”, pojawiło się ostatnio w przemyśle rozrywkowym także inne: „inclusion sells”. Coraz częściej pamięta się, że odbiorcy są grupą bardziej zróżnicowaną niż pierwotnie zakładano. Również twórcy filmowi zauważyli, że powierzenie głównych ról bohaterom dotychczas spychanym na margines, stanowi receptę na sukces, czego dobitnym przykładem jest film „Bajecznie bogaci Azjaci”.

Zrealizowany przy udziale niemal całkowicie azjatyckiej ekipy, film „Bajecznie bogaci Azjaci” szturmem zdobył amerykański box-office, z łatwością spychając z pierwszego miejsca „The Meg” z Jasonem Stathamem i gigantycznym rekinem. Pisząc o wyreżyserowanym przez Jona Chu filmie, krytycy i dziennikarze przywołują najczęściej dwa wcześniejsze tytuły: „Czarną Panterę” (2018) i „Wonder Woman” (2017), uważając je za przykłady tego samego trendu. Wszystkie wymienione produkcje skupiają się bowiem na dotychczas niedostatecznie reprezentowanych na kinowych ekranach mniejszościach (odwieczny paradoks kobiet jako większości), wreszcie mających szansę zabłysnąć na pierwszym planie w zupełnie odmiennych od stereotypu rolach.

„Bajecznie bogaci Azjaci”, będący adaptacją książkowego bestsellera Kevina Kwana pod tym samym tytułem, rzeczywiście zaprzeczają zwyczajowym wizerunkom Azjatów w kinie głównego nurtu. Przeglądając w pamięci obejrzane tytuły łatwo zauważyć, że pochodzący z Dalekiego Wschodu bohaterowie, są przede wszystkim postaciami epizodycznymi, najczęściej będącymi zafiksowanymi na nauce nerdami, specjalistami od komputerów czy mistrzami sztuk walki. Skupienie, pracowitość i odrębność to cechy stereotypowo przypisywane tego typu postaciom, pochodzące jeszcze z zamierzchłej przeszłości Stanów Zjednoczonych, kiedy to do pracy na kolei ściągano zastępy anonimowych, chińskich robotników.

W „Bajecznie bogatych Azjatach” na próżno szukać potulnych i skromnych pracowników. Azjatyccy bohaterowie w tym wydaniu nie tylko zaludniają wszystkie filmowe plany, ale także błyszczą (często wręcz dosłownie) w zupełnie nowym wydaniu: wyrafinowanym, czarującym i arystokratycznym. Film rozgrywa się w środowisku mitycznego 1% najbogatszych ludzi świata: niezwykle zamożnych rodzin Singapuru, dbających o swoje biznesy równie troskliwie, co o reputację i tradycję. Do tego hermetycznego świata trafia mieszkająca w USA wykładowczyni akademicka Rachel (Constance Wu), związana od roku z czarującym Nickiem (Henry Golding). Dziewczyna nie wie jednak, że jej wybranek jest dziedzicem gigantycznej fortuny oraz synem wyjątkowo ambitnej i wymagającej nestorki rodu Eleanor (Michelle Yeon). Wycieczka do Singapuru staje się dla Rachel czymś więcej niż tylko pierwszym spotkaniem z bliskimi ukochanego. Jest przybyszem z innego świata, któremu niełatwo będzie przekonać do siebie uprzedzonych (i znacznie lepiej sytuowanych) lokalsów. Film Jona Chu sprawnie konfrontuje lokalne z uniwersalnym. Odwieczny konflikt teściowa – synowa będący w zasadzie osią fabularną filmu, jest tu połączony ze znacznie szerszym kontekstem kulturowym, który objawia się w niemal każdym wymiarze życia bohaterów.

Premierze filmu towarzyszyły również kontrowersje. „Bajecznie bogatym Azjatom” zarzuca się idealizowanie singapurskiego społeczeństwa i pomijanie jego mniej uprzywilejowanej części. Ani słowem nie wspomina się tu o ciężko pracujących przedstawicielach innych grup etnicznych, np. Indusach czy Filipińczykach oraz licznej żyjącej w ubóstwie ludności. Jednakże azjatyccy publicyści z wyrozumiałością stwierdzają, że trudno, by na poły fantastyczny film gatunkowy oddawał sprawiedliwość wszystkim grupom społecznym. „Bajecznie bogaci Azjaci” są już wystarczająco przełomowym filmem dla reprezentacji Azjatów w kinie, nie można więc wymagać od niego spełnienia absolutnie wszystkich oczekiwań.

Statystyki potwierdzają popularność filmu wśród azjatyckiej widowni: aż 38% sprzedanych w USA biletów wykupili właśnie Azjaci (choć zwyczajowo stanowią około 10% widowni premierowych filmów). Ponadto wielu zasobnych działaczy społecznych i politycznych w ramach akcji #GoldOpen wręcz wykupywało całe sale kinowe, by następnie podarować bilety wszystkim, którzy z powodu gorszej sytuacji ekonomicznej nie mogli sobie pozwolić na ich zakup. Fakt, że „Bajecznie bogaci Azjaci” stali się kulturowym fenomenem nie powinien dziwić. Mieszkający w USA przedstawiciele tej grupy etnicznej, rzadko mogą oglądać na ekranie podobnych sobie, istotnych bohaterów, z którymi łatwo jest im się utożsamić. Warto dodać, że od czasu ostatniego „hollywoodzkiego” filmu z całkowicie azjatycką obsadą, „Klubu szczęścia”, minęło aż 25 lat. „Bajecznie bogaci Azjaci” mogą jednak być atrakcyjną propozycją także dla pozostałej części widowni. To bowiem przede wszystkim pełna energii i humoru komedia romantyczna, realizująca tradycyjny schemat opowieści o Kopciuszku, przynosząca wiele wzruszeń i przywracająca wiarę w wielką miłość. Czy Polscy widzowie także pokochają styl życia bogatych Azjatów i zaangażują się w ich uczuciowe rozterki? Przekonamy się już 31 sierpnia, bowiem właśnie wtedy film wejdzie na ekrany naszych kin.

Kaja Łuczyńska