Jaki ojciec, taki film
Image
Indiana Jones i ostatnia kurcjata

Półki w księgarniach uginają się pod ciężarem poradników na temat ojcostwa. I choć jest ich znacznie mniej niż książek poświęconych macierzyństwu, to i tak zaznajomienie się ze wszystkimi jest absolutnie niemożliwe. Zastosujmy więc przyjemniejsze i łatwiejsze rozwiązanie – pouczmy się ojcostwa z filmów.

1. „Gdzie jest Nemo?” (2003): Daj się porwać przygodzie!
Należący do gatunku błazenków Marlin, stara się ustrzec swojego syna przed wszystkimi niebezpieczeństwami czającymi się w oceanie. Jest nadopiekuńczy, we wszystkim widzi zagrożenie i skutecznie uniemożliwia synkowi podwodne szaleństwa. Nic więc dziwnego, że mały Nemo buntuje się przeciwko kontrolującemu go tacie i (nie do końca dobrowolnie) rzuca się w wir przygody. W „Gdzie jest Nemo?” jak na dłoni (płetwie?) widać, że nadmierny nadzór nad potomkiem może mieć zupełnie przeciwny skutek, a nawet stateczni ojcowie powinni czasem dać się porwać szaleństwu i spontaniczności.

2. „Debiutanci” (2010): Bądź (w końcu) sobą.
Jak niedawno przekonywał główny bohater filmu „Twój Simon” (2018), coming out zawsze jest trudny i stresujący. A co jeśli dotyczy człowieka dojrzałego, ojca dorosłych dzieci, który postanawia wreszcie wyjawić światu prawdę o sobie? Z taką sytuacją mierzą się bohaterowie „Debiutantów” Mike’a Millsa: Hal (grany przez Christophera Plummera) po śmierci żony wyznaje swojemu synowi (Ewan McGregor), że jest gejem. Rozbija na drobne kawałki uporządkowany, przewidywalny świat potomka i każe mu się zmierzyć z nowymi wyzwaniami, np. rozmowami o muzyce house oraz znacznie młodszym kochankiem rodzica. Choć obu stronom nie jest łatwo, trudno pozbyć się wrażenia, że Hal w nowym wcieleniu wręcz emanuje szczęściem i nową energią, a jego syn przejdzie ostatecznie do porządku dziennego nad tym trzęsieniem ziemi. Starość to przecież ostatnia szansa na bycie sobą!

3. „Pani Doubfire” (1993): Naucz się odpowiedzialności (choćby w przebraniu).
Każdy dorastający w latach 90-tych doskonale pamięta filmowe hity z Robinem Williamsem w roli głównej, na czele z „Panią Doubfire”. Ta brawurowa komedia pomyłek przedstawia karkołomne zmagania bezrobotnego aktora o podtrzymanie więzi z własnymi dziećmi po rozwodzie. Mężczyzna znany jest ze swojej nieodpowiedzialności, lekkomyślności i beztroski. Wszystko jednak zmienia się, kiedy przyjmuje tożsamość poczciwej, sześćdziesięcioletniej opiekunki do dzieci: uczy się sumienności, trzeźwego myślenia, a radzenie sobie ze skomplikowaną codziennością przestaje być dla niego wyzwaniem. Zadziwiające, że udaje mu się to dopiero w kobiecym przebraniu.

4. „Indiana Jones i ostatnia krucjata” (1989): I tak jesteście do siebie podobni.
Potrzeba odróżnienia się od własnych rodziców tkwi w nas bardzo głęboko. Z czasem zauważamy u siebie coraz więcej „z nich”: podobne odruchy, ton głosu, rysy twarzy i dochodzimy do wniosku, że genetyki jednak nie da się oszukać. Przekonuje się o tym także Indiana Jones w trzeciej odsłonie swoich kinowych przygód. Słynny archeolog pozostaje w nieustannym konflikcie z własnym ojcem (w tej roli Sean Connery) nie dlatego, że ten traktuje go jak niesfornego uczniaka, ale ponieważ w ogromnym stopniu go przypomina. Mężczyzn łączy wiele: upodobanie do tych samych kobiet, zainteresowanie historią, niechęć do zbyt licznych, małych i pełzających stworzeń czy miłość do nakryć głowy. I nic, nawet lata oddzielenia tego nie zmienią.

5. „Zombie express” (2016): Znajdź czas dla dziecka, bo przyjdzie zombie i cię zmusi.
Robin Williams musiał przywdziać kobiecy strój by nauczyć się spędzać czas ze swoimi dziećmi, lecz to i tak nic w porównaniu z Seok-woo z „Zombie expressu”, który przyśpieszony kurs ojcostwa przeszedł podczas ataku krwiożerczych zombie. Choć po rozwodzie to właśnie jemu przypadła opieka nad córeczką, to wszystkie obowiązki wzięła na siebie babcia dziewczynki, by ojciec mógł poświęcić się pracy zawodowej. Wszystko jednak zmienia się kiedy w imię ratowania pociechy, mężczyzna musi diametralnie zmienić swoje priorytety.

Kaja Łuczyńska