Jak nas widzą… | „Kler” Wojciecha Smarzowskiego
Image
fot. materiały prasowe

Najnowszy film Wojciecha Smarzowskiego ściągnął do kina niespotykane od lat tłumy. Zwrócił także uwagę prasy anglojęzycznej, na łamach której wyjątkowo często pojawiają się nowe doniesienia o „Klerze”. Co tak właściwie piszą o nas za granicą?

„Kler” opisuje się w zagranicznej prasie jako coś więcej, niż tylko film. Uważany jest za element szerszego, właściwie ogólnoświatowego procesu zwracania uwagi na przewinienia kościoła, które przez lata były zamiatane pod dywan. Zdaniem zagranicznych dziennikarzy „Kler”  jest społecznym fenomenem – tym ciekawszym, że mającym miejsce w Polsce, kraju postrzeganym stereotypowo jako konserwatywny i do cna katolicki.

Najszerzej całą sprawę opisuje „The New York Times” w artykule z 8 października, zatytułowanym „Movie About Church Sexual Abuse Is a Contentious Hit in Poland”. Autor zaczyna swój tekst od przytoczenia inicjalnej sceny filmu, w której imprezujący księża upijają się do nieprzytomności. Ten mocny początek, zapowiada jeszcze mocniejszy dalszy ciąg – zdaje się mówić autor tekstu Alex Marshall. Jego zdaniem, popularność „Kleru” jest zaskakująca, nie tylko ze względu na ogólną specyfikę naszego kraju, ale także niedawne, niejako „odwrotne” protesty środowisk konserwatywnych przeciwko wystawianiu sztuki „Klątwa” Olivera Frljića. Dziennikarz powołuje się także na postać uznanego reżysera teatralnego Jana Klaty, który przestał pełnić posadę dyrektora krakowskiego Teatru Starego, co może być łączone z wystawianiem przez niego odważnych, obrazoburczych sztuk, traktujących religię i religijność bez taryfy ulgowej.

Legendarnej nowojorskiej gazecie wtóruje jej irlandzki imiennik, „The Irish Times” pisząc: „W kraju, gdzie 40% społeczeństwa nadal uczestniczy w niedzielnej mszy, „Kler” poruszył czuły temat”. By przedstawić niezwykłą popularność filmu, artykuł przywołuje sceny z warszawskiego kina Muranów, jakie miały miejsce w popremierowy poniedziałek. Zapchana do granic możliwości sala mimo dostawionych krzeseł nie była w stanie pomieścić wszystkich chętnych, a wielu widzów opuszczało kino z kwitkiem. Irlandzki dziennikarz opisując „okołoklerowy” szał przypomina czytelnikom, o istotnych paralelach pomiędzy Polską a zieloną wyspą, które pod względem religijności i tradycyjnej roli kościoła są sobie dość bliskie. Pyta nawet, dlaczego Irlandia nigdy nie miała swojego „Kleru”?

To prawda, irlandzki kościół nigdy nie musiał się zmagać z ujętymi w filmowe ramy zarzutami o tuszowanie przestępstw pedofilskich i tworzenie na poły mafijnej struktury, w której liczy się tylko władza i pieniądze. Stawiano mu za to inne zarzuty, przede wszystkim za sprawą filmu „Siostry Magdalenki” z 2002 roku, opowiadającego przerażające historie osób przetrzymywanych w prowadzonych przez kościół domach dla kobiet „upadłych”, gdzie doświadczały wieloletniego poniżenia, przemocy i były wykorzystywane do niewolniczej pracy. Warto więc zaznaczyć, że także kościół katolicki w Irlandii doczekał się niepochlebnego, filmowego portretu.

Wraz z doniesieniami o kolejnych rekordach frekwencyjnych „Kleru”, w prasie zagranicznej, pojawiały się kolejne teksty przybliżające czytelnikom niezwykły fenomen filmu Smarzowskiego. Artykuły na ten temat opublikowały m.in. „The Independent”, „The Guardian”, „Hollywood Reporter” czy „The Telegraph”. Większość z nich łączyła popularność filmu ze sprawą niedawnego procesu sądowego, jaki poszkodowana przez duchownego-pedofila wytoczyła jednemu z polskich zakonów. Niemal wszystkie gazety podkreślały również, że do tej pory Episkopat Polski nie zabrał oficjalnie głosu na temat filmu.

Jak nas widzą, tak nas piszą – mówi stare przysłowie. „Kler” zwrócił uwagę światowych mediów przede wszystkim swoim niedopasowaniem do dominującego numeru polskiej polityki. Jego popularność nie pasuje do uproszczonego obrazu Polski za granicą, przez co staje się intrygującym fenomenem, któremu warto poświęcić miejsce. W tym wszystkim jednakże gubi się sam film, który właściwie nie jest rozpatrywany już jako dzieło filmowe, lecz jedynie jako socjologiczne zjawisko.

Kaja Łuczyńska