10.06.2017
Z kamerą w matni gotycyzmu
Stara, ponura willa, tajemnicza femme fatale, duchy wymykające się z krypty pod osłoną księżycowej nocy. Ów zestaw motywów, zarezerwowany dla gotyckiego horroru, śni się po nocach wszystkim entuzjastom imaginarium niesamowitości Edgara Allana Poego. Autora „Kruka” znają i cenią zapewne nie tylko oni, ale czy słyszeli(ście) o jego polskim alter ego? Przed państwem i już wkrótce na ekranach kin - Stefan Grabiński!
Z kamerą w matni gotycyzmu
Na planie filmu "Kochanka Szamoty"
źródło: Studio Filmowe AU

Mnogość podobieństw między dwoma autorami jest zaiste imponująca. Nie bez powodu określany mianem „polskiego Poego” pisarz doby dwudziestolecia międzywojennego to być może pierwszy postmodernista na rodzimym literackim gruncie! Jego biografia równie licznie obfituje w niewiadome, język skrzy się od złowróżbnych metafor i stylowych ornamentów, a galeria widmowych postaci uwięzionych w przeklętych przestrzeniach, także własnego umysłu. To wszystko składa się na niezwykle twórczy popis świadomej interpretacji stylu amerykańskiego mistrza grozy. 

Dorobek Stefana Grabińskiego pozostaje, niestety, niedoceniony, a tkwiący w nim potencjał zupełnie niewykorzystany. Mimo swego leciwego rodowodu „Kochanka Szamoty” jego autorstwa stała się jednak żywą inspiracją dla współczesnego pokolenia twórców. Dowodzi tego projekt Adama Uryniaka, młodego reżysera, który lubuje się w eksperymentowaniu z interpretacjami literackiej klasyki. Na swoim koncie ma już średniometrażowy film będący adaptacją opowiadania Olgi Tokarczuk („Zniknięcie”, 2011) czy etiudę na motywach utworu „Niezupełnie Bernadette” autorstwa Charlesa Bukowskiego („Kobiety”, 2006). „Kochanka Szamoty” w reżyserii Uryniaka zapowiadana jest jako odrodzenie gotyckiego horroru, które ma nawiązywać w swej estetyce do produkcji legendarnej brytyjskiej wytwórni Hammer, specjalizującej się w cyklach poświęconych postaciom Draculi czy Frankensteina. W obsadzie znalazł się między innymi Jan Peszek, a w postać tytułowego nieszczęśnika wcielił się aktor Teatru im. Juliusza Słowackiego – Marcin Sianko. To nie jedyny krakowski akcent – sam reżyser jest absolwentem Instytytutu Sztuk Audiowizualnych Uniwersytetu Jagiellońskiego, gdzie ponadto obecnie pisze pracę doktorską z zakresu filmoznawstwa. Zwiastun niezależnego filmu, powstającego między innymi za pieniądze zebrane w ramach serwisu crowdfundingowego Polakpotrafi.pl, od pewnego czasu krąży w sieci:



Miejmy nadzieję, że młody twórca będzie miał więcej szcześcia niż Leon Trystan niemal sto lat temu. „Kochanka Szamoty” bowiem niemal błyskawicznie, bo już w roku 1927, a zatem pięć lat po publikacji opowiadania, doczekała się swej pierwszej ekranizacji. Jej autorem był właśnie Trystan, uznany twórca późniejszej dźwiękowej komedii z udziałem Eugeniusza Bodo („Piętro wyżej” z 1937 roku). Ową niemą ekranizację wyświetlano w kinach wspólnie z krótkometrażowym debiutem reżysera, „Buntem krwi i żelaza” (1927), który także zrodził się z literackich inspiracji – tu podstawą dla scenariusza były utwory Gustawa Daniłowskiego, a ściślej rzecz ujmując: „Ostatnie dzieło” i „Pociąg”. W postać tajemniczej kochanki Jadwigi wcieliła się Helena Makowska, polska artystka uchodząca za gwiazdę okresu włoskiego kina niemego. Odtwórca głównej roli Jerzego Szamoty, Igo Sym również był uznanym aktorem tamtych lat. Obsadzano go zazwyczaj w rolach amantów, co umożliwiała mu nieprzeciętna uroda i wyniesiona z wojska wysoka sprawność fizyczna. Abolwent Instytutu Filmowego miał polsko - austriackie korzenie, naprawdę nazywał się Karl Julius. Poza polskimi produkcjami, grywał także w Austrii i w Niemczech, między innymi u boku Lilian Harvey i Marleny Dietrich (mówiło się nawet o ich romansie). W trakcie drugiej wojny światowej Igo Sym dopuścił się kolaboracji z nazistami. W marcu 1941 roku Polskie Państwo Podziemne wydało na niego wyrok śmierci, a jego artystyczny dorobek okrył się niesławą. Akcja zastrzelenia Syma miała wydźwięk silnie propagandowy, będąc spektakularnym posunięciem ze strony Armii Krajowej. W odwecie za tę egzekucję, Niemcy aresztowali sto dwadzieścia osób ze środowiska artystycznego, co więcej, ogłosili nawet żałobę. Wtedy też ostatecznie zniszczono wszystkie kopie filmów z udziałem Igo Syma, co sprawiło, iż, niestety, produkcja oparta na motywach utworu Stefana Grabińskiego nie przetrwała do naszych czasów.






                            Zdjęcia z planu "Kochanki Szamoty" / źródło: Studio Filmowe AU

Monika Żelazko