14.02.2018
Walentynkowe hassliebe
Serduszko puka - choć niekoniecznie z radości. Czas przetrwać dzień ochów i achów, różowych dekoracji i splatających się rąk. Choć niektórzy Święta Zakochanych nie uznają, przemysł filmowy, wręcz przeciwnie, jak co roku zaciera ręce - bo jeden z najbardziej utartych sposobów na randkę to przecież wyjście do kina.
Walentynkowe hassliebe
Plakat filmu "Kształt wody"

Mając świadomość, że sala i tak się wypełni, dystrybutorzy zazwyczaj idą po linii najmniejszego oporu, serwując nam koktajl utartych schematów. Jeśli bojkot Wam nie w smak, poniżej prezentujemy kilka alternatywnych propozycji, biorących miłość pod lupę. Zamiast kolejnych wariantów Romea i Julii, nieśmiertelnej Casablanki albo sieciowych historii - perełki eksplorujące niestandardowe wymiary zakochania. Bo miłość na ekranie, jak w życiu zresztą, bywa niecierpliwa, zazdrosna, unosi się gniewem i, przede wszystkim, ustaje.

# miłość platoniczna - "Spragnieni miłości" (2000)
Wong Kar-Wai, oprócz upodobania do slow-motion, słynie również z portretowania miłości niespełnionych, nieskonsumowanych; cała ich potęga zaklęta jest w drobnych gestach i skromnych wymianach zdań pełnych podtekstów i niedomówień. Co ciekawe, jego pierwsza hollywoodzka produkcja - gwiazdorsko obsadzona ,,Jagodowa miłość” (2007), w której jazzowa piosenkarka Norah Jones wraz z Judem Law rozprawiała o życiu nad ciastem - była filmem walentynkowym, niezbyt ciepło zresztą przyjętym przez publiczność i krytykę. Ale nie o nim tu mowa, lecz o arcydziele Kar-Waia, czyli “Spragnionych miłości” (2000). Opowieść o Su i Chow, dwójce ludzi mieszkających w zatłoczonej kamienicy, mijających się codziennie, osamotnionych z powodu ciągłej nieobecności małżonków, zachwyca powolnym kontemplacyjnym tempem i subtelnie nakreśloną więzią, rodzącą się między bohaterami. Choć żadne wyznanie nie pada, potrzebą miłości wręcz krzyczą ciała bohaterów, poruszające się w rytm charakterystycznego walca Shigeru Umebayashiego. Jego muzyka stała się znakiem handlowym filmów Wong Kar-Waia; niespełna dekadę później, w duecie z Ablem Korzeniowskim, Umebayashi przyczynił się do powstania przepięknego soundtracku ,,Samotnego mężczyzny” Toma Forda.

# miłość wbrew wszystkiemu - "Kochankowie na moście" (1991)
Wszyscy pewnie pamiętamy andersonowskich kochanków z Księżyca; czas jednak przypomnieć o “Kochankach na moście”(1991) . On jest niedoszłym artystą cyrkowym, ona - ślepnącą powoli malarką. Oboje żyją na ulicy, a właściwie na zamkniętym na czas remontu moście Pont - Neuf. Ją gra młodziutka Juliette Binoche; rolę męską odgrywa jeden z najbardziej charakterystycznych francuskich aktorów, ulubieniec Leosa Caraxa - Denis Lavant. Jako włóczędzy przemierzają Paryż, obserwowany z perspektywy rynsztoka. Słodko-gorzka opowieść o miłości, która niemal niezauważenie przeradza się w toksyczną zależność, momentami rozpędzona, rozedrgana, neobarokowym zwyczajem obrazująca niemożliwy do ujarzmienia dynamizm uczucia.


                                                        Kadr z filmu "Szalony Piotruś"

# miłośc do znudzenia - "Szalony Piotruś" (1965)
,,Nie wiem, co ze sobą zrobić…” powtarza Marianne Renoir, spacerując nad brzegiem morza, podczas gdy mężczyzna jej życia (którego gra nie kto inny, jak amant Belmondo) ślęczy nad swoim pamiętnikiem. Wciąż jesteśmy we Francji, ale tym razem boczne uliczki Paryża zdradzamy na rzecz Lazurowego Wybrzeża. Dawni kochankowie spotykają się na przyjęciu i postanawiają rzucić dla siebie wszystko - a ich miłość wymaga ofiar. Zmierzając na Południe, bez pieniędzy, za to zakochani do szaleństwa, dopuszczają się szeregu mniejszych i większych wykroczeń. Ale przecież kiedyś trzeba się zatrzymać. Gdy zabraknie adrenaliny, wybuchowa miłość szybko gaśnie. Wybuchów zresztą nie brakuje - dosłownie i w przenośni. Brzmi jak materiał na dramat, ale przecież ,,Szalony Piotruś” (1965) powstał w umyśle Goddarda; dzięki nowofalowej formie historię porywczej pary, poniekąd tragiczną, cechuje wręcz nieznośna lekkość. Liczne zwroty do kamery, piosenki śpiewane przez Annę Karinę, mieszanie rejestrów i medium - w ten sposób flagowy reżyser Nouvelle Vague przypomina nam, że to nie życie, lecz kino, choć jego historia ma przecież wymiar bardzo uniwersalny - ,,trudno tak żyć ze sobą, bez siebie nie jest lżej”.

# miłość w zgliszczach - "Klimaty" (2006)
Tym razem fokus na Wschód, a konkretniej na tureckie slow-cinema Nuri Bilge Ceylana. Reżyser ma skłonność do odbierania zdolności werbalnych swoim bohaterom - powracającym motywem w jego twórczości jest komunikacyjna niemoc. Gdy więc w ,,Klimatach” (2006) podejmuje się próby sportretowania nieudanego związku, zamiast fajerwerków serwuje nam proces powolnego rozkładu. Katastrofa czai się pomiędzy słowami, a większość bolesnych słów prawdy, choć na końcu języka, nigdy nie pada. Melancholijny nastrój Ceylan potęguje spadającym śniegiem, zupełnie niepasującym do pocztówkowego wizerunku słonecznej Turcji.

# miłość wyśniona - "Wyśnione miłości" (2010)
Gwiazda Xaviera Dolana świeci mocno. Ostatni film reżysera, ,,To tylko koniec świata” (2016) ugruntował jego pozycję na arenie międzynarodowej; teraz Dolan pracuje nad obsadzonym wybitnymi aktorami ,,Life and Death of John Donovan”. Przy dzisiejszej okazji, warto jednak przypomnieć sobie ,,Wyśnione miłości” (2010), kameralny film, który jako pierwszy przyniósł mu rozgłos poza rodzimą Kanadą. Nieskomplikowana opowieść o Francisie i Marie, dwojgu przyjaciół, którzy zakochują się w pięknym Nico, zachwyca wizualnym rozmachem i teledyskowymi sekwencjami, które Dolan dopracował do perfekcji w swoich późniejszych filmach. Tu też wychodzi na jaw talent reżysera do doboru ścieżki dźwiękowej - mistrzowsko wkomponował w poszczególne sceny mroczne dźwięki Fever Ray i słynne ,,Bang Bang” w wersji Dalidy. A przyjaciele? Wolą śnić dalej. Bo czyż zdobywanie nie jest słodsze od samego posiadania?


                                                            Kadr z filmu "Wyśnione miłości"

Podczas czytania przez głowę przemyka Wam tysiąc innych przykładów wiruozerskich portretów miłości? Nic dziwnego - namiętność była i wciąż jest największą pożywką dla kina, jeśli nie jako wątek główny, zawsze będąc obecna gdzieś tle. Ważne, że prócz cukierkowych produkcji, na ekrany wchodzą filmy szerzej eksplorujące miłosny krajobraz. Zresztą, być może przemysł zaczyna dostrzegać przebrzmiałość typowych filmów romantycznych - w tym roku główną walentynkową pozycją w kinowych repertuarach (oprócz nareszcie ostatniej części trylogii o Christianie Greyu) jest ,,Kształt wody” Guillermo del Toro, któremu od schematu przecież daleko.

Magdalena Narewska