09.01.2018
The time's up! | "The Breadwinner"
Stopiony w słońcu Afganistan, obietnica lepszego życia, odległe krainy, onieśmielająca odwaga. W animacji Nory Twomey nie ma księżniczek rodem ze starych bajek Disney’a, cukrowych zamków, ani książąt budzących pocałunkiem. W „The Breadwinner” walka toczy się w prawdziwie brutalnej rzeczywistości, w której dziewczynki nie szukają korony i kryształowych pantofelków.
The time's up! | "The Breadwinner"
Kadr z filmu "The Breadwinner"

Rok 2017 przyniósł amatorom animacji szczególnie gorące tytuły. Niektóre z nich, co istotne, przebiły się do znacznie szerszej publiczności. Wśród nich z pewnością trzeba wspomnieć o „Twoim Vincencie” (reż. Dorota Korbiela, Hugh Welchman; 2017) oraz o „Coco” (reż. Lee Unkrich, Adrian Molina; 2017) nagrodzonym Złotym Globem za najlepszą animację. Innym nominowanym do statuetki tytułem był „The Breadwinner”, kanadysjko-irlandzko-luksemburdzka produkcja wyreżyserowana przez Norę Twomey. Bardzo kobiecą ekipę filmową wzmacniają producentki – Angelina Jolie oraz Mimi Polk Gitlin. Film oparty jest na bestsellerowej powieści dla dzieci autorstwa Deborah’y Ellis. Książka po raz pierwszy ukazała się w 2000 roku.

Animacja opowiada historię 11-letniej Parvany - dziewczynki dorastającej w Afganistanie, we wczesnych latach dwutysięcznych  XXI wieku. Choć 2001 rok zakończy rządy Talibów, a więc będzie podjęciem próby odbudowywania kraju, historia Parvany rozpoczyna się w wciąż gorących i drapieżnych okolicznościach ścisłego reżimu. Jej ojciec zostaje niesłusznie aresztowany, a protagonistka, by wesprzeć rodzinę, ścina włosy i przebiera się za chłopca. Tym samym, zmienia się jej perspektywa. Od tego momentu jest odpowiedzialna za swoją rodzinę. To początek obserwacji rzeczywistości pełnej niebezpieczeństw. W poszukiwaniu ojca, w trudach łączeniu najbliższych dziewczynka prowadzi widza przez kraj i jego kulturę przecierając opresyjne ścieżki.

Po roku 2017, roku kobiecej solidarności w reakcji na mnożące się wydarzenia szalejącego patriarchatu, filmy z silnymi, walczącymi protagonistkami zdają się być wręcz koniecznością. „The Breadwinner" koresponduje nieco z, również zeszłorocznym, „Window Horses" w reżyserii Ann Marie Flaming. Zarówno pierwszy tytuł, jak i drugi - opowiadający o podróży młodej dziewczyny w głąb Iranu – zdaje się zmieniać coś, co przez dłuższy czas wydawało się milczące i przytłoczone. To przestrzeń, która została przewietrzona, by wpuścić tam nowe głosy. W końcu są one oddawane kobietom. Nie chodzi jedynie o bogaty Hollywood i wykształconą Europę. Teraz głos wydobywa się również z marginesu, z nizin społecznych, czy z kultur, które wciąż większość społeczeństwa zdaje się kojarzyć jedynie z nagłówków gazet. Ta zmiana perspektywy wydaje się prawdziwą dobrą zmianą.



Za produkcję animacji odpowiada Angelina Jolie, której charytatywne działania znane są najszerszej publiczności. Stanowi to prawdopodobnie niezwykle chwytliwą promocję filmu. Dla samej Jolie był to film wręcz osobisty. Od 2001 roku organizuje kolejne akcje charytatywne związane właśnie z Afganistanem. To tam wybudowała dwie szkoły. O sytuacji kobiet opowiadała tak: – Dzisiaj w Afganistanie sytuacja dziewcząt i dzieci jest szczególnie trudna. Ponad 50% dziewczyn nie uczęszcza do szkół, wiele jest analfabetkami. Około 1/4 dzieci to żywiciele rodziny. Perspektywa Parvany zdaje się więc druzgocząco aktualna… . – Mam nadzieję, że ten film będzie także pewnym przypomnieniem tych wszystkich niezwykłych rodzin, które przeszły bardzo dużo – dodaje aktorka.

Film, doceniony nominacją do Złotych Globów, okazał się również ważnym tekstem w edukacji i dyskusji z młodymi dziewczynami oraz najmłodszymi odbiorcami kina. Twomey współpracowała z organizacją Girl Rising która zorganizowała projekcję w Muzeum Tolerancji w Los Angeles. Animacja spotkała się również z bardzo pozytywną recepcją krytyczną. „The Breadwinner" jest fascynującym i empatycznym portretem świata Afgańczyków, dzięki któremu widz ma szansę na identyfikację z trudną sytuacją w ich kraju, którego los został ukształtowany w ogromnym stopniu przez nas samych…" - jak pisało o animacji Twomey The Washington Post.

Afganistan nadal istnieje jako kraj, w którym prawa kobiet są znikome. Chociaż po 2001 roku nastąpiła niewielka poprawa to przecież wcale nie jest lepiej. Historie, które znajdują przestrzeń dla swojego głosu przepychając się przez grubiański mainstream, to dowód odwagi, uporu i porywającej woli, żeby coś zmienić. Żeby nie udawać dalej, że wcale nie jest tak źle. Nikogo nie powinny interesować półśrodki, a więc idąc za głosem Oprah Winfrey – czas, by wspólnie wykrzyczeć – the time is up!

Julia Smoleń

Źródło: The Hollywood Reporter