12.02.2018
Siedmiu (nie całkiem) wspaniałych
Dzięki „Disaster Artist” widzowie na całym świecie poznają historię najlepszego najgorszego filmu w dziejach, czyli „The Room”. Chcecie uodpornić się na jego specyficzny urok? A może bawi was nieporadność filmowców i żenujące fabuły? Polecamy listę siedmiu filmów „dobrych inaczej”.
Siedmiu (nie całkiem) wspaniałych
Kadr z filmu "Rekinado"

9 lutego na ekrany polskich kin trafił „Disaster Artist” – wyreżyserowane przez Jamesa Franco origin story jednej z najniezwyklejszych postaci, jakie kiedykolwiek postawiły stopę na amerykańskiej ziemi. Tommy Wiseau to mówiący z dziwnym, twardym akcentem tajemniczy imigrant, wierzący w swój wielki aktorski talent. Szastający niewiadomego pochodzenia pieniędzmi w jednym tylko celu: realizacji filmowego arcydzieła, przejmującego dramatu o zawiedzonych nadziejach, zdradzonej przyjaźni i złamanych sercach. Efekt tego przedsięwzięcia przeszedł najśmielsze oczekiwania. Film Wiseau od lat niezmiennie zajmuje najwyższe miejsce we wszystkich zestawieniach ekranowych kuriozów. Nie jest jednak jedyny – poniżej siedem dodatkowych propozycji dla wyjątkowo wyrozumiałych koneserów.

#1. „Plan dziewięć z kosmosu” (1959)
Stworzony przez Eda Wooda science-fiction/horror/melodramat opowiada o obcych ożywiających zmarłych w celu uniemożliwienia ludzkości wysadzenia słońca. W realizacji tego klasycznego już złego filmu nie przeszkodził Woodowi nawet absolutny brak środków. Na planie szukał oszczędności dosłownie wszędzie: zamiast specjalistycznych lamp używał reflektorów samochodowych, plastikowe dziecięce zabawki udawały statki kosmiczne, a za tło służyła najczęściej pomalowana na czarno płachta. Podobnie jak w przypadku „The Room” nakręcono film o kulisach powstawania „Planu dziewięć” („Ed Wood”, 1994), w którym w rolę ekscentrycznego reżysera wcielił się Johnny Depp.

#2. „Kult” (2006)
Remake horroru z lat 70. opowiadającego o sekcie czczącej pogańskie bóstwa mógł się udać. Jednak zamiast powtórzyć sukces oryginału stał się kopalnią niezamierzonych żartów oraz złego aktorstwa, w wykonaniu przede wszystkim jedynego i niepowtarzalnego Nicholasa Cage’a. Przejmująca scena, w której otaczają go pszczoły przeszła do historii i stała się matrycą dla niekończących się internetowych memów. „Tylko nie pszczoły! Tylko nie pszczoły!”.  

#3.  „Miami Connection” (1987)
Y.K. Kim to człowiek orkiestra: w „Miami Connection” nie tylko zagrał, ale też zajął się produkcją, reżyserią i scenariuszem – wszystko za pieniądze z pożyczki pod zastaw własnego domu. To kuriozalna opowieść o zespole muzyczno-teakwondowym, który muzyką i mięśniami walczy z motocyklistami handlującymi kokainą. Nietrudno się domyślić jaki los spotkał rezydencję Y.K. Kima – film trafił w 1987 tylko do kilku kin i szybko został zapomniany. Po latach nieoczekiwanie powrócił do łask za sprawą teksańskiego kina Alamo Drafthouse Cinema, które w 2009 roku kupiło jego 35mm kopię na eBayu za 50$ i wyświetliło na swoim ekranie. „Miami Connection” doczekał się zagorzałych fanów i jest obecnie uważany za jeden z najzabawniejszych złych filmów, jakie kiedykolwiek powstały.


                                       Przeczytaj recenzję "The Disaster Artist" - kliknij TUTAJ

#4. „Ben & Arthur” (2003)
Ten gejowski odpowiednik „The Room” zawiera szereg technicznych błędów i absurdalnych rozwiązań fabularnych. Jednak to właśnie zła opinia pomogła mu zyskać rozgłos na świecie, a sam film został wydany na DVD przez jednego z najważniejszych dystrybutorów filmów gejowskich Ariztical Entertainment. – Nie miałem pojęcia, w co się pakuję. Po planie biegałem jak kurczak bez głowy – przyznaje po latach reżyser Sam Mraovich. Nie wstydzi się jednak swojego projektu, chętnie uczestniczy w jego publicznych pokazach i z pokorą wysłuchuje wszystkich negatywnych opinii. –  Każdy ma prawo do krytyki –  mówi.  

#5.  „Troll 2” (1990)
Oczywiście istnieje film „Troll” z 1986, jednak w żaden sposób nie jest powiązany z „Trollem 2”. Co więcej nie chodzi tu nawet o trolle, lecz gobliny, co dodatkowo komplikuje sytuację. Akcja filmu rozgrywa się w małym miasteczku Nilbog (przeczytajcie nazwę od tyłu!), którego mieszkańcy są terroryzowani przez wegetariańskie stwory, chcące zamienić ich w warzywa. Absurdalna fabuła idzie tu w parze ze złym aktorstwem (niemal wszyscy na planie byli naturszczykami) oraz szeregiem organizacyjnych problemów. Spowodowanych przede wszystkim faktem, że ekipa filmowa składała się głównie z Włochów, niemówiących ani słowa po angielsku.

#6.  „Gliniarz samuraj” (1991)
Jeśli przeżyliście glam rok połączony z taekwondo, z pewnością docenicie także „Gliniarza samuraja”, który jest słynny nie tylko z powodu „wyjątkowej jakości”, ale także pewnej fryzjerskiej anegdoty. Otóż odtwórca głównej roli, Matt Hannon, zaraz po skończeniu zdjęć ściął włosy. Niestety okazało się, że czeka go jeszcze kilka dni zdjęciowych, dlatego zaradny reżyser zapewnił mu damską perukę, która zwłaszcza w scenach walk żyła własnym życiem. I doskonale widać to na filmie.

#7. „Rekinado” (2013)
W tego rodzaju zestawieniu nie może zabraknąć „Rekinado” - ikonicznego filmu wytwórni Asylum. Koncept, by wciągnięte przez trąbę powietrzną rekiny atakowały ludzi z powietrza, był na tyle interesujący, że kuriozalna produkcja doczekała się już pięciu kolejnych części. Stała się także pomysłem na biznes. The Asylum, sprzymierzone ze stacją telewizyjną Syfy nieustannie wypluwa z siebie kolejne filmy o potworach, a także nie do końca legalne przeróbki kinowych blockbusterów.

Kaja Łuczyńska