07.01.2018
Nienawistna siódemka | "Party"
Nakręcony na czarno-białej taśmie nowy film Sally Potter, rozgrywa się w jednej przestrzeni. Występuje w nim tylko siedmiu aktorów, a muzyka pojawiająca się w tle to przede wszystkim utwory puszczane przez bohaterów tytułowego przyjęcia. Kameralny charakter filmu podkreślają zręcznie napisane dialogi, wyraźnie odnoszące się do obecnej polityki i problemów społecznych. Czy warto zobaczyć„Party” ? Zdecydowanie tak!
Nienawistna siódemka | "Party"
Kadr z filmu "Party" Sally Potter
źródło: materiały prasowe

# aktorzy
Sally Potter udało się zgromadzić na ekranie prawdziwą śmietankę aktorską. Świetni są w przede wszystkim Kristin Scott Thomas i Timothy Spall grający Billa i Janet; małżeństwo z długoletnim stażem wyprawiające przyjęcie na cześć kobiety. Janet została ministrem zdrowia w lewicującej partii. Podczas gdy żona przygotowuje kolację, a jej osowiały mąż pije wino w fotelu na środku salonu, do drzwi puka April i Gottfried. Patricia Clarkson w roli sarkastycznej April przechodzi czasem samą siebie, dzielnie sekunduje jej Bruno Ganz w roli jej niemieckiego (faszysty – powie Aprlil) partnera. Na przyjęcie dołączają Martha i Jenny, para lesbijek. Cherry Jones (Martha) gra podobną rolę do tej znanej z serialu „Transparent” (2014-) czyli homoseksualną feministkę o dość radykalnych poglądach, intelektualistkę wykładającą na uczelni. W młodszą od niej o kilkanaście lat Jenny wciela się Emily Mortimer, która charakterystycznym tonem głosu wyrzuca co rusz filmowej partnerce brak zaangażowania. Na pokładzie znajdzie się jeszcze Tom (Cillian Murphy), bankier, który przychodzi na imprezę z ukrytym motywem (oraz pistoletem za pazuchą). Każdy z tej siódemki tworzy istotny element scenariuszowej układanki.

# humor
„Party” oparte jest na dialogach. W słownych szermierkach prym wiedzie April z kąśliwym, cynicznym żartem. Krytykuje ona w zasadzie wszystko i wszystkich (może z wyjątkiem Janet, wieloletniej przyjaciółki), uderza przede wszystkim w demokrację, otwarcie przyznając, że w nią zwyczajnie nie wierzy. Jej nihilistyczne poglądy kontrastują z podejściem do życia Gottfrieda, zwolennika alternatywnej medycyny i zdrowotnego coacha. To April kolację przyjaciół nazywa również „ostatnią wieczerzą”, co nadaje jej znamiona sytuacji, po której zakończeniu nikt nie wyjdzie cały. A przynajmniej nie upaprany cudzymi brudami.

# kontekst
Potter pod płaszczykiem komedii przemyca aktualne tematy społeczne i polityczne. Jej bohaterowie reprezentują ścierające się ze sobą światopoglądy, bardzo nam dziś bliskie. Reżyserka najwięcej miejsca poświęca lewicującej klasie średniej, aspirującej do miana intelektualistów, obnażając jej hipokryzję. Sytuacja związana z Brexitem, choć nie ukazana wprost, odnajdzie swoje konsekwencje nie tyle w dialogach, co w nastrojach zaproszonych gości. Niepewność i lęk idą w parze z koniunkturalizmem i egoizmem bohaterów „Party”. Ideologiczne deklaracje kończą się w ich przypadku często na obietnicy bez pokrycia.



# dramaturgia
Na jaw więc wychodzą skrywane uczucia i przewinienia bohaterów, słowa fruwają dość swobodnie od kuchni, przez salon po podwórko domu Janet i Billa. To właściwie wyznanie Billa spowoduje efekt domina, misterna konstrukcja utkana jedynie na deklaracjach i fałszywych osądach runie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Punkt kulminacyjny jeszcze nadejdzie. Reżyserka wprowadza kilka intrygujących zwrotów akcji, nie tworząc przy tym wielce nieprawdopodobnych wypadków, skupiając się raczej na wycinku z życia określonej grupy społecznej. Ciekawe jest to, że najwięcej zamieszania wewnątrz niej wprowadza osoba nieobecna na przyjęciu. Podobała mi się również klamrowa kompozycja zastosowana przez Potter, która poniekąd ubiera widza w buty gościa-niemego obserwatora imprezy.

# bonus
I na koniec warto się przekonać, że nasza grupa przyjaciół, których też zdarza się zaprosić na domówkę – może nie tak elegancką (nie każdy z nas ma przyjaciół, którzy zostają nominowani na ministra zdrowia!) – nie jest najbardziej pokręconą grupą, z którą obcujemy. Jak udowadnia Sally Potter, istnieją gorsze przypadki.

Marcin Miętus